lektory on-line

Krzyżacy - Strona 51

wyrokach rada nie słucha - mówił - i choćby o prostego zbója chodziło, zaraz to do serca
bierze, a cóż dopiero, jeśli o szyję młodzianka idzie, któren słusznie jej miłosierdzia
mógłby wyglądać. Ale wszelka turbacja łatwo do ciężkiej niemocy może ją przywieść,
zdrowie zaś jej więcej dla całego Królestwa znaczy niżeli dziesięć głów rycerskich".
Zapowiedział wreszcie, że gdyby kto ośmielił się wbrew jego słowom turbować panią, na
tego on ściągnie straszny gniew królewski, a w dodatku klątwą kościelną go obłoży.
Zlękły się tej zapowiedzi obie księżne i postanowiły milczeć przed królową, a natomiast
póty błagać króla, póki jakowej ś łaski nie okaże. Cały dwór i wszyscy rycerze stali już
po stronie Zbyszka. Powała z Taczewa zapowiadał, iż wyzna szczerą prawdę, ale że złoży
świadectwo dla młodzieńca przychylne i całą sprawę przedstawi jako chłopięcą zapędliwość.
Z tym wszystkim każdy przewidywał, a kasztelan Jaśko z Tęczyna głośno oświadczał, że
jeśli Krzyżak się zatnie, to srogiemu prawu musi się stać zadość.
Burzyły się więc tym bardziej przeciw Lichtensteinowi rycerskie serca i niejeden myślał
lub nawet mówił otwarcie: "Posłem jest i w szranki powołań być nie może, ale gdy do
Malborga wróci, nie daj Bóg, aby swoją własną sczezł śmiercią". I nie były to próżne
groźby, albowiem rycerzom, którzy nosili pas, nie wolno było jednego słowa na wiatr
uronić, kto zaś co zapowiadał, musiał tego dokazać lub zginąć. Groźny Powała okazał się
przy tym najzawziętszym, albowiem miał w Taczewie umiłowaną córuchnę w wieku Danusi -
skutkiem czego łzy Danusine całkiem skruszyły w nim serce.
Jakoż jeszcze tego samego dnia odwiedził Zbyszka w podziemiu, kazał mu być dobrej myśli i
opowiedział o prośbach obu księżn i o łzach Danusi... Zbyszko, dowiedziawszy się, iż
dziewczyna rzuciła się dla niego do nóg królewskich, rozczulił się tym uczynkiem aż do
łez i nie wiedząc, jak swoją wdzięczność i tęsknotę wyrazić, rzekł, obcierając wierzchem
dłoni powieki:
- Hej! niechże ją Bóg błogosławi, a mnie jako najprędzej zezwoli jakową walkę pieszą albo
konną za nią stoczyć! Za mało ja jej Niemców obiecał - bo takiej trzeba ich było tylu
ślubować, ile ma roków. Byle mnie Pan Jezus z tej obierzy wybawił, juże ja jej nie
poskąpię!
I podniósł pełne wdzięczności oczy ku górze...
- Naprzód kościołowi jakiemu co obiecuj - odrzekł pan z Taczewa - bo jeśli się twoja
obietnica Bogu spodoba, pewnikiem wnet wolny będziesz. A po wtóre, słuchaj: poszedł do
Lichtensteina twój stryk, a potem pójdę jeszcze i ja. Nie hańba ci będzie przeprosić go
za winę, boś zawinił - i nie żadnego Lichtensteina, ale posła będziesz przepraszał.
Gotówże jesteś?
- Skoro mi taki rycerz jak wasza miłość mówi, iż się to godzi - uczynię! ale jeśli będzie
chciał, żebym go tak przepraszał, jako żądał na drodze z Tyńca, to niechże mi głowę utną.
Stryk ostanie i stryk mu odpłaci, gdy się jego poselstwo skończy...
- Obaczym, co powie Maćkowi - rzekł Powała. A Maćko rzeczywiście był wieczorem u Niemca,
ale ten przyjął go wzgardliwie: światła nawet nie kazał zapalić i w zmroku z nim gadał.
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional