lektory on-line

Krzyżacy - Strona 402

natomiast poszedł na zamek szukać giermka i niebawem, jeszcze przed zachodem słońca, z
nim powrócił. Czech witał młodego pana z radością, ale i ze smutkiem, bo się już był
poprzednio o wszystkim, co zaszło w Spychowie, dowiedział. A Zbyszko również rad mu był z
całej duszy, czując, iż to jest serce przyjazne i wierne, jedno z takich, jakich człowiek
w nieszczęściu najbardziej potrzebuje. Rozrzewnił się też i roztkliwił, opowiadając mu o
śmierci Danusi, i podzielił się z nim bólem, żalem, łzami tak właśnie, jak brat dzieli
się z bratem. Długo to wszystko trwało, zwłaszcza że w końcu na prośbę Zbyszkową
powtórzył im pan de Lorche ową pieśń żałosną, którą był o zmarłej ułożył, i śpiewał ją
przy cytrze w otwartym oknie, podnosząc oczy i twarz ku gwiazdom.
Aż gdy już im wreszcie znacznie ulżyło, poczęli mówić o sprawach, które czekały ich w
Płocku.
- Wstąpiłem tu po drodze do Malborga - rzekł Zbyszko - bo to wiesz, że stryj Maćko w
niewoli i że po niego z okupem jadę.
- Wiem - odparł Czech. - Dobrzeście zrobili, panie. Chciałem sam do Spychowa jechać, aby
wam drogę na Płock doradzić; król w Raciążu ma układy z wielkim mistrzem prowadzić, przy
królu zaś łatwiej się upomnieć, ile że wobec majestatu nie tacy Krzyżacy hardzi i udają
poczciwość chrześcijańską.
- A mówił Tolima, że miałeś do mnie jechać, ale cię niezdrowie Jagienki Zychówny
wstrzymało. Słyszałem, że ją stryj Maćko w te strony przywiózł i że w Spychowie też była?
Okrutniem się dziwował! Ale gadaj, skroś jakiejże przyczyny stryj Maćko ją ze Zgorzelic
zabierał?
- Siła było przyczyn. Bał się rycerz Maćko, że gdy ją bez nijakiej opieki zostawi, to
rycerze Wilk i Cztan będą na Zgorzelice najeżdżali, przy czym mogła się stać i młodszym
dzieciom krzywda. A bez niej jużci przezpieczniej, bo w Polsce, jako wiecie: zdarzy się,
iż szlachcic - nie mogąc inaczej - siłą dziewkę bierze, ale na małe sieroty nikt ręki nie
podniesie, gdyż za to i miecz katowski, i gorsza od miecza hańba! Była wszelako i druga
takowa przyczyna, że opat umarł i pannę dziedziczką swych włości uczynił, nad którymi
opiekę miał tutejszy biskup. Przeto rycerz Maćko pannę do Płocka przywiózł.
- Ale ją i do Spychowa brał?
- Brał, na czas wyjazdu biskupa i księstwa, gdyż nie było jej przy kim ostawić. I
szczęście, że ją wziął. Gdyby nie panienka, bylibyśmy ze starszym panem przejechali wedle
rycerza Juranda jak koło obcego dziada. Dopieroż jak się poczęła nad nim litować,
uznaliśmy, kto ów dziad. Pan Bóg to wszystko zrządził przez jej miłosierne serce.
I począł opowiadać, jak następnie Jurand nie mógł się bez niej obyć, jak ją miłował i
błogosławił, a Zbyszko, choć to już wiedział od Tolimy, słuchał tego opowiadania ze
wzruszeniem i wdzięcznością dla Jagienki.
- Niech jej Bóg da zdrowie! - rzekł wreszcie. - Dziwno mi jeno, żeście mi nic o niej nie
mówili.
A Czech zakłopotał się nieco i chcąc zyskać czas do namysłu nad odpowiedzią, zapytał:
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional