lektory on-line

Krzyżacy - Strona 222

puszczy. Ci, którzy znali Zbyszka i wiedzieli o jego przygodach krakowskich, witali się z
nim jak ze starym przyjacielem - i znać było, że ma mir między nimi. Inni patrzyli na
niego z takim podziwem, z jakim zwykle patrzy się na człowieka, nad którego karkiem
wisiał topór katowski. Naokół słychać było głosy: "Jużci! Jest księżna, jest Jurandówna,
zaraz ją tu ujrzysz, nieboże, i na łowy z nami pojedziesz". A wtem weszli dwaj goście
krzyżaccy, brat Hugo de Dan-veld, starosta z Ortelsburga, czyli ze Szczytna, którego
krewny był w swoim czasie marszałkiem, i Zygfryd de Lowe, także z zasłużonej w Zakonie
rodziny - wójt z Jansborku. Pierwszy dość młody jeszcze, ale otyły, z twarzą chytrego
piwoźłopa i grubymi, wilgotnymi wargami, drugi wysoki o rysach surowych, ale
szlachetnych. Zbyszkowi wydało się, że Danvelda widział niegdyś przy księciu Witoldzie i
że go Henryk, biskup płocki, zwalił w gonitwach z konia, lecz wspomnienia owe pomieszało
mu wejście księcia Janusza, ku któremu zwrócili się z pokłonami i Krzyżacy, i dworzanie.
Zbliżył się ku niemu de Lorche i komturowie, i Zbyszko, on zaś witał uprzejmie, ale z
powagą na swej bezwąsej, wieśniaczej twarzy, okolonej włosami obciętymi równo nad czołem,
a spadającymi aż na ramiona po obu bokach. Wnet zagrzmiały za oknami trąby na znak, że
książę zasiada do stołu: zagrzmiały raz, drugi, trzeci, aż za trzecim razem otworzyły się
duże drzwi po prawej stronie izby i ukazała się w nich księżna Anna, mając przy sobie
cudną przetowłosą dzieweczkę z lutnią zawieszoną na ramieniu.
Ujrzawszy je, Zbyszko wysunął się naprzód i złożywszy przy ustach ręce, klęknął na oba
kolana w postawie pełnej czci i uwielbienia.
Na ten widok szmer uczynił się w sali. gdyż zdziwił Mazurów postępek Zbyszka, a nawet
niektórych i zgorszył. "A wiera - mówili starsi - pewnikiem nauczył się tego obyczaju od
zamorskich jakowychś rycerzy, a może zgoła od pogan, gdyż nie masz go nawet między
Niemcami". Młodzi wszelako myśleli: "Nie dziwota, toć dziewce szyję powinien". A księżna
i Jurandówna nie poznały zrazu Zbyszka, gdyż klęknął plecami do ognia i twarz miał w
cieniu. Księżna myślała w pierwszej chwili, iż to któryś z dworzan, zawiniwszy coś
względem księcia, prosi jej o wstawiennictwo, lecz Danusia, która wzrok miała
bystrzejszy, postąpiła krok naprzód - i pochyliwszy swą jasną głowę, krzyknęła nagle
cienkim, przeraźliwym głosem:
- Zbyszko!
Po czym, nie myśląc o tym, że patrzy na nią cały dwór i zagraniczni goście, skoczyła jak
sama ku młodemu rycerzowi i objąwszy go ramionami, poczęła całować jego oczy, usta,
policzki, tuląc się do niego i piszcząc przy tym z wielkiej radości póty, póki nie
zagrzmieli jednym wielkim śmiechem Mazurowie i póki księżna nie pociągnęła ją za kołnierz
ku sobie.
Wówczas spojrzała po ludziach i stropiwszy się okrutnie, z równą szybkością schowała się
za księżnę, ukrywszy się w fałdach jej spódnicy, tak że jej ledwie wierzch głowy było
widać.
Zbyszko objął nogi pani, ta zaś podniosła go i poczęła witać, a zarazem wypytywać się o
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional