lektory on-line

Krzyżacy - Strona 373

będzie jako te wody rzeczne nieprzepłynione". Przy tym, mając prostą i dobrotliwą duszę,
wznosił ją ku Bogu i zapytywał sam siebie: czym by się wywdzięczyć, czym by się wypłacić,
co by jakiemu kościołowi ofiarować z dostatków, z ziarna, ze stad, z wosku albo z innych
podobnych, miłych boskiej potędze rzeczy? Byłby nawet zaraz ślubował i wymienił
dokładnie, co ofiaruje, ale wolał zaczekać, nie wiedząc bowiem, w jakim zdrowiu Danuśka
się rozbudzi i czy się rozbudzi przytomna, nie miał jeszcze pewności, czy będzie za co
dziękować.
Maćko, chociaż rozumiał, że będą zupełnie bezpieczni dopiero w krajach księcia Janusza,
był jednak także zdania, że nie należy Danusi mącić tego spoczynku, który mógł być dla
niej zbawieniem, więc trzymał wprawdzie w pogotowiu parobków i juczne konie, ale czekał.
Wszelako gdy minęło południe, a ona wciąż spała jeszcze, poczęli się niepokoić. Zbyszko,
który ustawicznie zaglądał przez szpary i przez drzwi, wszedł wreszcie po raz trzeci do
chaty i siadł na pieńku, który wczorajszego wieczoru służka przyciągnęła do posłania i na
którym przebierała Danusię.
Siadł i wpatrzył się w nią, ona nie otworzyła wcale oczu, ale po upływie takiego czasu,
jakiego potrzeba by na odmówienie bez pośpiechu "Ojcze nasz" i "Zdrowaś", drgnęły nieco
jej usta i wyszeptała, jakby widząc przez zamknięte powieki:
- Zbyszko...
On zaś rzucił się w jednej chwili przed nią na kolana, chwycił jej wychudzone ręce i
całując je z uniesieniem, jął mówić przerywanym głosem:
- Bogu dzięki! Danuśka! poznałaś mnie! Głos jego rozbudził ją zupełnie, więc siadła na
posłaniu i z otwartymi już oczyma powtórzyła:
- Zbyszko...
I poczęła mrugać, a następnie rozglądać się naokoło jakoby ze zdziwieniem.
- Już ty nie w niewoli! - mówił Zbyszko. - Wydarłem cię im i do Spychowa jedziem!
Ale ona wysunęła dłonie z jego rąk i rzekła:
- To wszystko przez to, że tatusiowego pozwoleństwa nie było. Gdzie pani?
- Przebudźże ty się, jagódko. Księżna daleko, a my cię Niemcom odjęli.
Na to ona, jakby nie słysząc tych słów i jakby sobie coś przypominając:
- Zabrali mi też luteńkę i o mur rozbili - hej!
- Na miły Bóg! - zawołał Zbyszko.
I dopiero spostrzegł, że oczy jej są nieprzytomne i błyszczące, a policzki pałają. W
tejże chwili mignęła mu przez głowę myśl, że ona może być ciężko chora i że wymówiła
dwukrotnie jego imię tylko dlatego, że się jej majaczył w gorączce.
Więc zadrżało w nim serce z przerażenia i pot zimny pokrył mu czoło.
- Danuśka! - rzekł - widziszże ty mnie i rozumiesz? A ona odrzekła głosem pokornej prośby:
- Pić...Wody!
- Jezu miłosierny.
I wyskoczył z izby. Przed drzwiami potrącił starego Maćka, który szedł właśnie zobaczyć,
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional