lektory on-line

Krzyżacy - Strona 84

swym wyzuł z tej obierzy, to cię i dalej nie opuści i do szczęśliwości doprowadzi.
A Zbyszko odrzekł:
- Jakoże mam się radować, miłościwa pani? Dał ci mi Bóg zwycięstwo i pomstę nad onym
Krzyżakiem, ale Danuśkijako nie było, tak i nie ma - i nie bliżej mi do niej teraz niż
przedtem.
- Najzawziętsi nieprzyjaciele, Danveld, Gotfryd i Rotgier, nie żyją - odpowiedziała
księżna - a o Zygfrydzie mówią, iż sprawiedliwszy od nich, choć okrutny. Chwalże
miłosierdzie boskie i za to. A mówił także pan de Lorche, że jeśli Krzyżak legnie, to on
ciało jego odwiezie, a potem wraz do Malborga pojedzie i u samego wielkiego mistrza o
Danuśkę się upomni. Już-ci nie ośmielą się wielkiego mistrza nie posłuchać.
- Bóg daj zdrowie panu de Lorche - rzekł Zbyszko - i ja z nim pojadę do Malborga.
A księżna przestraszyła się tych słów, jak gdyby Zbyszko rzekł, że bezbronny pójdzie
między wilki, które zbierały się zimą w stada w głębokich borach Mazowsza.
- Po co? - zawołała. - Na zgubę pewną? Zaraz po spotkaniu nie pomoże ci ni de Lorche, ni
te listy, które Rotgier pisał przed walką. Nie zratujesz nikogo, a zgubisz siebie.
Lecz on wstał, złożył w krzyż dłonie i rzekł:
- Tak mi dopomóż Bóg, że pojadę do Malborga i choćby za morza. Tak mi błogosław, Chryste,
jako jej będę szukał do ostatniego tchu w nozdrzach i jako nie ustanę, póki nie zginę.
Łacniej mi bić Niemców i potykać się we zbroi niż sierocie jęczeć w podziemiu. Oj,
łacniej! łacniej!
I mówił to, jak zresztą zawsze, gdy wspominał Danusię, w takim uniesieniu, w takim bólu,
że aż chwilami słowa urywały mu się, tak jakby go kto chwytał za gardło. Księżna poznała,
że próżno by go odwodzić, że kto by go chciał powstrzymać, ten musiałby go chyba skuć i
wtrącić do podziemia.
Zbyszko nie mógł jednak wyjechać natychmiast. Wolno było ówczesnemu rycerzowi nie zważać
na żadne przeszkody, ale nie wolno było złamać obyczaju rycerskiego, który nakazywał, by
zwycięzca w pojedynku spędził na miejscu walki cały dzień aż do następnej północy, a to
dla okazania, że został panem pobojowiska, jak i dla okazania gotowości do nowej walki,
gdyby ktokolwiek z krewnych lub przyjaciół zwyciężonego chciał go ponownie do niej
wyzwać. Obyczaj ten zachowywały nawet całe wojska, tracąc nieraz korzyści, jakie by
pośpiech po zwycięstwie mógł przynieść. Zbyszko nie próbował nawet wyłamać się spod
nieubłaganego prawa i posiliwszy się nieco, a następnie przywdziawszy zbroję, tkwił aż do
północy na dziedzińcu zamkowym pod zasępionym niebem zimowym, czekając na nieprzyjaciela,
który znikąd przybyć nie mógł.
O północy dopiero, gdy heroldowie obwieścili ostatecznie przy dźwięku trąb jego
zwycięstwo, Mikołaj z Długolasu zawezwał go na wieczerzę, a zarazem na naradę do księcia.
Rozdział VI
Wtem zaszedł wypadek, wobec którego inne sprawy straciły wszelkie znaczenie w ludzkich
oczach. Pod wieczór dnia 21 czerwca rozeszła się po zamku wiadomość o nagłym zasłabnięciu
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional