lektory on-line

Krzyżacy - Strona 336

uderzył się dłońmi po udach i zawołał:
- Tfu! cóż to za pień!... To niby słucha, słucha, a potem swoje. Źal gęby drzeć!...
- Słyszałem ci ja o nim, że taki jest - odrzekł Zbyszko -a po prawdzie, to i cały tu
naród uporczywy jako mało który. Cudzego zdania wysłucha, a potem jakoby kto na wiatr
dmuchał.
- To czego pyta?
- Bośmy pasowani rycerze i dlatego żeby każdą rzecz na dwie strony rozważyć. Ale głupi on
nie jest.
- Pod Nowym Kownem też może najmniej się nas spodziewają -zauważył Czech - właśnie
dlatego, że dopiero co was pobili. W tym miał ci on słuszność.
- Pójdźmy obaczyć tych ludzi, którym ja przywodzę - rzekł Zbyszko, któremu duszno było w
namiocie - trzeba im zapowiedzieć, aby zaś byli gotowi.
I wyszli. Na dworze noc już zapadła zupełna, chmurna i ciemna, rozświecona tylko przez
ogniska, przy których siedzieli Źmujdzini.
Rozdział XVII
Dla Maćka i dla Zbyszka, którzy służąc poprzednio u Witolda, napatrzyli się do syta
litewskim i żmujdzkim wojownikom, widok obozowiska nie przedstawiał nic nowego; ale Czech
patrzał na nich z ciekawością, rozważając sobie zarazem w umyśle, czego od takich ludzi
można w bitwie oczekiwać, i porównywając ich z polskim i z niemieckim rycerstwem. Obóz
stał w nizinie otoczonej borem i bagnami, zatem ubezpieczon zupełnie od napadu, albowiem
żadne inne wojsko nie zdołałoby przebrnąć przez owe zdradliwe mokradła. Sama nizina, na
której stały szałasy, była także grząska i błotnista, lecz oni, nakrzesawszy jodłowych i
sosnowych gałązek, przyrzucili ją nimi tak grubo, że spoczywali jakby na najsuchszym
miejscu. Kniaziowi Skirwoille sklecono naprędce coś w rodzaju "numy", czyli chaty
litewskiej z ziemi i drewnianych nie ociosanych bierwion, dla znaczniejszych ludzi uwito
z gałęzi kilkadziesiąt szałasów, pospolici zaś wojownicy siedzieli koło ognisk, pod gołym
niebem, mając ochronę przeciw zmianom pogody i dżdżom tylko w kożuchach i skórach, które
na nagim ciele nosili. W obozie nikt nie spał jeszcze, albowiem ludzie, nie mając po
ostatniej porażce nic do roboty, sypiali we dnie. Niektórzy siedzieli lub leżeli wokół
jasnych ognisk podsycanych suszem i gałęźmi jałowca, inni grzebali w przygasłych już i
zasutych popiołem watrzyskach, od których rozchodził się zapach pieczonej rzepy, zwykłego
pokarmu Litwinów, i swąd przypalonych mięsiw. Między ogniskami widniały stosy broni
poskładane blisko, tak aby w danym razie łatwo było każdemu za swój oręż pochwycić. Hlawa
przypatrywał się z ciekawością oszczepom o grotach wąskich i długich, wykutych z
hartownego żelaza, kiścieniom uczynionym z młodych dąbczaków, w które ponabijano
krzemieni lub gwoździ, okszom o trzonkach krótkich, podobnym do polskich toporów, którymi
posługiwali się jezdni, i okszom o trzonkach tak niemal długich jak u berdyszów, którymi
walczyli piesi. Trafiały się między nimi i miedziane, pochodzące z dawnych czasów, kiedy
żelazo w małym jeszcze było użyciu w tych zapadłych stronach. Niektóre miecze były
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional