lektory on-line

Krzyżacy - Strona 295

stada wichrzyły się na podniesieniu stanowiącym dojazd do zamku, łopocąc skrzydłami i
kracząc. Jurand, podjechawszy bliżej, zrozumiał powód tego ptasiego wiecu. Oto obok drogi
wiodącej do bramy zamkowej stała obszerna szubienica, na niej zaś wisiały ciała czterech
mazurskich chłopów krzyżackich. Nie było najmniejszego powiewu, więc trupy, które zdawały
się spoglądać na własne stopy, nie kołysały się, chyba wówczas gdy czarne ptactwo siadało
im na ramiona i na głowy, przepychając się wzajem, trącając w powrozy i dziobiąc o
pospuszczane głowy. Niektórzy wisielcy musieli wisieć już od dawna, gdyż czaszki ich były
całkiem nagie, a nogi niezmiernie wydłużone. Za zbliżeniem się Juranda stado zerwało się
z wielkim szumem, ale wnet zawróciło w powietrzu i poczęło się sadowić na poprzecznej
belce szubienicy. Jurand przejechał mimo, czyniąc znak krzyża, zbliżył się do przekopu i
stanąwszy w miejscu, w którym nad bramą wznosił się most zwodzony, uderzył w róg.
Po czym zatrąbił raz, drugi, trzeci i czekał. Na murach nie było żywej duszy i zza bramy
nie dochodził żaden głos. Po chwili jednak ciężka, widoczna za kratą klapa, wmurowana w
pobliżu zamku bramy, podniosła się ze zgrzytem i w otworze ukazała się brodata głowa
niemieckiego knechta.
- Wer da? - spytał szorstki głos.
- Jurand ze Spychowa! - odpowiedział rycerz.
Po tych słowach klapa zamknęła się na nowo i nastało głuche milczenie.
Czas począł płynąć. Za bramą nie słychać było żadnego ruchu, tylko od strony szubienicy
dochodziło krakanie ptactwa.
Jurand stał jeszcze długo, zanim podniósł róg i uderzył weń powtórnie.
Ale odpowiedziała mu znów cisza.
Wówczas zrozumiał, że trzymają go przed bramą przez krzyżacką pychę, która wobec
zwyciężonego nie ma granic, dlatego by go upokorzyć jak żebraka. Odgadł też, że przyjdzie
mu tak czekać może aż do wieczora albo i dłużej. Więc w pierwszej chwili zawrzała w nim
krew; chwyciła go nagła chęć zsiąść z konia, podnieść jeden z głazów, które leżały przed
przekopem, i rzucić nim w kratę. Tak byłby w innym razie uczynił i on, i każdy inny
mazowiecki albo polski rycerz, i niechby potem wypadli zza bramy bić się z nim. Ale
wspomniawszy, po co tu przybył, opamiętał się i powstrzymał.
"Zalim się nie ofiarował za dziecko?" - rzekł sobie w duszy.
I czekał.
Tymczasem w wyzębieniach murów poczęło coś czernieć. Ukazywały się futrzane nakrycia
głów, ciemne kapice i nawet żelazne blachy, spod których spoglądały na rycerza ciekawe
oczy. Przybywało ich z każdą chwilą, bo już też ten groźny Jurand wyczekujący samotnie
pod krzyżacką bramą był dla załogi nie byle widowiskiem. Kto go dawniej ujrzał przed
sobą, ujrzał śmierć, a teraz można było patrzeć na niego bezpiecznie. Głowy podnosiły się
coraz wyżej, aż wreszcie wszystkie wyzębienia bliższe bramy pokryły się knechtami. Jurand
pomyślał, że zapewne i starsi muszą na niego spoglądać przez kraty okien w przybramnej
wieży, i podniósł wzrok ku górze, ale tam okna powycinane były w głębokich murach i
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional