lektory on-line

Krzyżacy - Strona 398

Flandrii, i w Geldrii, i w Burgundii... Wiecie, jakożemjest krewny grafa geldryjskiego.
- A przeczże o twoją głowę ma chodzić? - przerwał ze zdziwieniem Zbyszko.
- Bom jest przez ciebie pojman. Powiedziałem w Malborgu tak: "Weźmiecie gardło staremu
rycerzowi z Bogdańca, to młody weźmie moje..."
- Nie wezmę! tak mi dopomóż Bóg!
- Wiem, że nie weźmiesz, ale oni się tego boją i przez to Maćko ostanie miedzy nimi
bezpieczny. Mówili mi, żeś i ty jest także w niewoli, bo cię tylko na rycerskie słowo
Badenowie puścili, że zatem nie potrzebuję ci się stawiać. Ale ja odrzekłem im, że gdyś
mnie w jeństwo brał, byłeś wolny, l ot mnie masz! A pókim w twoich rękach, nic oni ani
tobie, ani Maćkowi nie uczynią. Ty okup von Badenom spłać, zaś za mnie zażądaj we dwoje
alibo we troje tyle. Muszą zapłacić. Nie dlatego tak mówię, abym mniemał, żem więcej od
was wart, ale aby ich chciwość pokarać, którą pogardzam. Całkiem inne miałem o nich
niegdyś pojęcie, ale teraz zbrzydli mi i oni, i ich gościna. Pójdę do Ziemi Świętej, tam
szukać przygód, bo im dłużej służyć nie chcę.
- Albo też u nas, panie, ostańcie - rzekł ksiądz Kaleb. -A myślę, że tak i będzie, bo co
do tego, żeby oni mieli okup za was dawać, to mi się nie wydaje.
- Jeśli nie zapłacą, to sam zapłacę - odrzekł de Lorche. - Przyjechałem tu z pocztem
znacznym i wozy mam ładowne, a tego, co na nich jest, wystarczy...
Ksiądz Kaleb powtórzył Zbyszkowi te słowa, na które Maćko pewnie nie byłby pozostał
nieczuły, ale Zbyszko, jako młody i mało o majętność dbający, odrzekł:
- Na moją cześć! nie będzie tak, jako mówisz. Byłeś mi jako brat i przyjaciel i okupu
nijakiego od ciebie nie wezmę.
Po czym uściskali się, czując, że nowy węzeł został między nimi zawiązany. Ale de Lorche
uśmiechnął się i rzekł:
- Dobrze. Niech jeno Niemce o tym nie wiedzą, bo się o Maćka będą droczyć. A widzicie,
muszą zapłacić, gdyż będą się bali, że inaczej rozgłoszę po dworach i między rycerstwem,
że radzi niby zapraszają i widzą rycerskich gości, ale gdy który w niewolę popadnie, to o
nim zapominają. A Zakonowi o gości okrutnie teraz chodzi, bo mu Witolda strach, a jeszcze
bardziej Polaków i ich króla.
- To niech tedy tak będzie - rzekł Zbyszko - że ty tu ostaniesz alibo gdzie chcesz na
Mazowszu, a ja do Malborga po stryj ca pojadę i będę okrutną przeciw tobie udawał
zawziętość.
- Na świętego Jerzego! uczyń tak! - odpowiedział de Lorche. - Ale wpierw wysłuchaj, co ci
powiem. W Malborgu mówią, że ma zjechać do Płocka król polski i spotkać się z mistrzem w
samym Płocku albo gdzie na granicy. Krzyżacy wielce tego pragną, albowiem chcą
wymiarkować, czy król będzie pomagał Witoldowi, jeśli ów otwartą im wojnę o Źmujdź
wypowie. Ha! chytrzy oni są jako węże, ale przecie w tym Witoldzie mistrza znaleźli.
Zakon się go też boi, ponieważ nigdy nie wiadomo, co on zamyśla i co uczyni. "Oddał nam
Źmujdź - mówią w kapitule - ale przez nią trzyma ciągle jakoby miecz nad naszymi
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional