lektory on-line

Krzyżacy - Strona 364

Sanderus. Ci obaj zajęci byli wycieraniem szmatami pancerzy, a u nóg Sanderusa leżały
prócz tego dwa miecze, które widocznie miał zamiar oczyścić później.
- Patrz - rzekł Macko, cisnąc z całej siły ramię Zbyszka, aby go jeszcze przez chwilę
powstrzymać. - Umyślnie im wziął miecze i pancerze. Dobrze! Ten z siwą głową musi być...
- Naprzód! - krzyknął nagle Zbyszko.
I wichrem skoczyli na polanę. Tamci zerwali się także, lecz nim zdołali dobiec do
Sanderusa, chwycił groźny Macko starego Zygfryda za pierś, przegiął go w tył i w jednej
chwili wziął go pod siebie. Zbyszko i Arnold sczepili się z sobą jak dwa jastrzębie,
opletli się ramionami i poczęli się zmagać straszliwie. Barczysty Niemiec, który siedział
przedtem koło Sanderusa, porwał wprawdzie za miecz, ale nim zdołał nim machnąć, uderzył
go pachołek Maćków, Wit, obuchem w rudą głowę i rozciągnął na miejscu. Rzucili się potem
wedle rozkazu starego pana wiązać Sanderusa, ten zaś, choć wiedział, iż to rzecz była
umówiona, jął tak ryczeć ze strachu jak cielę, któremu podrzynają gardło.
Lecz Zbyszko, chociaż tak krzepki, iż ścisnąwszy gałąź drzewa sok z niej wyciskał,
poczuł, że dostał się jakby nie w ludzkie, ale niedźwiedzie łapy. Poczuł nawet i to, że
gdyby nie pancerz, który miał na sobie, nie wiedząc, czy nie przyjdzie mu potykać się na
ostre, olbrzymi Niemiec byłby mu pokruszył żebra albo może i kość pacierzową połamał.
Uniósł go wprawdzie nieco młodzian w górę, ale ów podniósł go jeszcze wyżej i zebrawszy
wszystkie siły chciał grzmotnąć nim o ziemię, tak aby więcej nie powstał.
Lecz Zbyszko ścisnął go również z tak okrutnym wysiłkiem, że aż oczy Niemca krwią zaszły,
po czym wsunął mu nogę między kolana, uderzył w zgięcie i zwalił na ziemię.
Zwalili się raczej oba, młodzian jednakże padł pod spód, ale w tej chwili baczny na
wszystko Macko rzucił na wpół zgniecionego Zygfryda w ręce pachołkom, sam zaś ruszył ku
leżącym, w mgnieniu oka skrępował pasem nogi Arnolda, po czym skoczył, siadł na nim jak
na zabitym dziku i przyłożył mu ostrze mizerykordii do karku.
Ów zaś krzyknął przeraźliwie i ręce osunęły mu się bezwładnie ze Zbyszkowych boków, a
potem począł jęczeć, nie tyle od ukłucia, ile dlatego, że nagle uczul okrutny i
niewypowiedziany ból w plecach, w które otrzymał był uderzenie maczugą jeszcze podczas
bitwy ze Skirwoiłłą.
Macko chwycił go obu rękoma za kołnierz i ściągnął ze Zbyszka, a Zbyszko przypodniósł się
z ziemi i siadł, po czym chciał wstać i nie mógł, więc siadł znowu i przez dłuższą chwilę
siedział bez ruchu. Twarz miał bladą i spotniałą, oczy krwią nabiegłe i posiniałe usta -
i spoglądał przed się jakby nie całkiem przytomnie.
- Coć jest? - zapytał z niepokojem Macko.
- Nic, jenom utrudzon bardzo. Pomóżcie mi stanąć na nogach. Macko zasunął mu ręce pod
pachy i podniósł go od razu.
- Możesz stać?
- Mogę.
- Boli cię co?
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional