lektory on-line

Krzyżacy - Strona 156

a co tam dla mocy niebieskich jedna mechera miodu znaczy!
Po czym zniżył głos i dodał:
- Źe ślachcic ślachcica, choćby największego zawalidrogę, poczęstuje, to zwykła rzecz, a
ludzie gadają, że on ci ślachcic.
- Kto? - zapytała Jagienka.
-Nie chcę nieczystego imienia wspominać. Jednakże tegoż wieczora zawiesił Maćko na płocie
własnymi rękoma duży wołowy pęcherz, w jakich pospolicie wożono napitki - i nazajutrz
okazało się, że pęcherz został do dna wypity.
Wprawdzie Czech, gdy o tym opowiadano, uśmiechał się jakoś dziwnie, ale nikt na to nie
zważał, Maćko zaś rad był w duszy, albowiem spodziewał się, że gdy przyjdzie przeprawiać
się przez błota, nie zajdą przy tym jakieś niespodziane przeszkody i wypadki.
- Chybaby nieprawdę powiadali, że zna jakowąś cześć - mówił sobie.
Przede wszystkim należało jednak zbadać, czy nie ma jakowegoś przejścia przez lasy. Mogło
to być, albowiem tam, gdzie grunt utrwalon byt przez korzenie drzew i zarośli, ziemia nie
rozmiękała łatwo od dżdżów. Wszelako Wit, który jako miejscowy mógł najlepiej spełnić tę
czynność, na samą o niej wzmiankę począł krzyczeć: "Zabijcie, panie! nie pójdę!" Próżno
mu tłumaczono, że w dzień siły nieczyste nie mają władzy. Maćko chciał sam iść, ale
skończyło się na tym, że Hiawa, któren był pachołek zuchwały i rad wobec ludzi, a
zwłaszcza wobec dziewcząt, puszył odwagą, wziął za pas topór, w rękę kosztur i poszedł.
Poszedł do dnia i spodziewano się, że koło południa wróci, a gdy go nie było widać,
poczęto się niepokoić. Próżno czeladź nasłuchiwała od strony lasu i po południu. Wit
machał tylko ręką: "Nie wróci albo jeśli wróci, to gorze nam, to Bóg wie, czy nie z
wilczą mordą, na wiłkołaka przemienion!" Słysząc to, bali się wszyscy; sam Maćko był
nieswój, Jagienka czyniła, zwracając się ku borowi, znaki krzyża. Anulka zaś Sieciechówna
próżno szukała co chwila na swych ubranych w spodeńki kolanach fartucha i nie znajdując
nic, czym by mogła oczy przysłonić, przysłaniała je palcami, które wnet stawały się mokre
od łez, jedna za drugą kapiących.
Jednakże w porze wieczornego udoju, właśnie gdy słońce miało zachodzić^ Czech wrócił - i
nie sam, jeno z jakąś ludzką postacią, którą pędził przed sobą na powrozie. Wypadli zaraz
wszyscy ku niemu z okrzykami i radością, ale umilkli na widok owej postaci, która była
mała, kosołapa, zarosła, czarna i przybrana w skóry wilcze.
- W imię Ojca i Syna, cożeś to za bezerę sprowadził? -zawołał, ochłonąwszy, Maćko.
- A co mi tam - odrzekł giermek - powiada, że człowiek i smolarz, ale czy prawda - nie
wiem.
- Oj, nie człowiek to, nie człowiek! - ozwał się Wit. Lecz Maćko nakazał mu milczenie, za
czym jął bacznie przypatrywać się schwytanemu i nagle rzekł:
- Przeżegnaj się! duchem mi się tu przeżegnaj!...
- Pochwalony Jezus Chrystus! - zawołał jeniec i przeżegnawszy się co prędzej, odetchnął
głęboko, spojrzał z większą ufnością na zgromadzonych i powtórzył:
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional