lektory on-line

Krzyżacy - Strona 273

obudził ich głos dzwonka z zamkowej kaplicy.
Ale głos ów rozbudził i Juranda, który otworzył oczy, siadł nagle na łożu i jął rozglądać
się wokół, mrugając przy tym oczyma.
- Pochwalony Jezus Chrystus!... Jakoże wam? - rzekła księżna. Lecz on widocznie nie
oprzytomniał jeszcze, gdyż patrzał na nią, jakby jej nie poznawał, i po chwili zawołał:
- Bywaj! bywaj! rozkopać zaspę!
- W imię Boże: jużeście w Ciechanowie! - ozwała się znów pani.
Jurand zaś zmarszczył czoło jak człowiek, który z trudem zbiera myśli, i odrzekł:
- W Ciechanowie?... Dziecko czeka i... księstwo... Danuśka! DanuśkaL.
I nagle, zamknąwszy oczy, upadł znów na wezgłowie. Zbyszko i księżna zlękli się, czy nie
umarł, lecz w tej samej chwili piersi jego poczęły się poruszać głębokim oddechem jak u
człowieka, którego pochwycił twardy sen.
Ojciec Wyszoniek przyłożył palec do ust i dał znak ręką, by go nie budzić, po czym
szepnął:
- Może tak prześpi cały dzień.
- Tak, ale co on mówił? - zapytała księżna.
- Mówił, że dziecko czeka w Ciechanowie - odpowiedział Zbyszko.
- Bo się nie opamiętał - objaśnił ksiądz.
Rozdział XXVIII
Ojciec Wyszoniek obawiał się nawet, czy i po powtórnym rozbudzeniu nie chwyci Juranda dur
i nie odejmie mu na długo przytomności. Tymczasem obiecał księżnie i Zbyszkowi, że im da
znać, gdy stary rycerz przemówi, a po ich odejściu sam udał się na spoczynek. Jakoż
Jurand rozbudził się dopiero w drugie święto przed samym południem, ale za to zupełnie
przytomny. Księżna i Zbyszko byli przy tym obecni, więc on, siadłszy na łożu, spojrzał na
nią, poznał i rzekł:
- Miłościwa pani... Dlaboga, tom ja w Ciechanowie?
- I przespaliście święto - odrzekła pani.
- Śniegi mnie przysypały. Kto mnie zratował?
- Ten rycerz: Zbyszko z Bogdańca. Pamiętacie, w Krakowie...
A Jurand popatrzył chwilę swoim zdrowym okiem na młodzieńca i rzekł:
- Pamiętam... A gdzie Danuśka?
- Nie jechała przecie z wami? - spytała z niepokojem księżna.
- Jakże miała ze mną jechać, kiedy to ja do niej jechał? Zbyszko i księżna spojrzeli po
sobie w mniemaniu, że to jeszcze gorączka mówi przez usta Jurandowe, po czym pani rzekła:
- Ocknijcie się, na miły Bóg! Nie było-li z wami dziewczyny?
- Dziewczyny? Ze mną? - spytał ze zdumieniem Jurand.
- Bo wasi ludzie poginęli, ale jej między nimi nie znaleźli. Czemuścieją ostawili w
Spychowie?
Ów zaś powtórzył jeszcze raz, ale już z trwogą w głosie:
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional