lektory on-line

Krzyżacy - Strona 201

albo o dwa, ale pojadę, bom to na zbawienie duszy mojej zaprzysiągł.
- A jak cię każę ubić albo związać?
- Jak mnie każecie ubić, to nie będzie mój grzech, a jak mnie każecie związać, to ostanę,
póki mnie dobrzy ludzie nie rozwiążą alibo wilcy nie zjedzą.
Zbyszko nie odpowiedział - ruszył jeno koniem przed siebie, a za nim ruszyli jego ludzie.
Czech z kuszą za plecami i z toporem na ramieniu wlókł się z tyłu, zatulając się w
kosmatą skórę żubrzą, albowiem począł dąć ostry wiatr niosący krupki śniegowe.
Nawałnica wzmagała się nawet z każdą chwilą. Turczynko-wie, lubo w tołubach, kostnieli od
niej, parobcy Zbyszkowi poczęli "zabijać" ręce, a on sam, będąc również przybrany nie
dość ciepło, rzucił raz i drugi oczyma na wilczą opończę przywiezioną przez H lawę i po
chwili rzekł do Turczynka, aby mu ją podał.
I owinąwszy się w nią szczelnie, wkrótce poczuł ciepło rozchodzące się po całym ciele.
Wygodny był szczególnie kaptur, który osłaniał mu oczy i znaczną część twarzy, tak iż
wicher przestał mu prawie dokuczać. Wówczas mimo woli pomyślał, że Jagienka to jednak
poczciwa z kościami dziewka - i wstrzymał nieco konia, albowiem wzięła go chęć wypytać
Czecha o nią i o wszystko, co się w Zgorzelicach działo.
Więc skinąwszy na pachołka, rzekł:
- Zali stary Zych wie, ze cię panna do mnie wysłała?
- Wie - odpowiedział Hlawa.
- I nie przeciwił się?
- Przeciwił.
- Powiadajże, jako było.
- Pan chodził po izbie, a panna za nim. On krzyczał, a panienka nic -jeno co się ku niej
nawrócił, to ona mu do kolan. I ani słowa. Powiada wreszcie panisko: "Czyś ogłuchła, że
nic nie mówisz na moje przyczyny? Przemów, bo wreszcie pozwolę, a jak pozwolę, to mi opat
łeb urwie!" Dopieroż panna pomiarkowała, że już na swoim postawi, i nuż z płaczem
dziękować. Pan jej wymawiał, że go pozbadła, i narzekał, że we wszystkim musi być jej
wola, w końcu zaś rzekł: "Przyrzecz mi, że chyłkiem nie wyskoczysz żegnać się z nim, to
pozwolę, inaczej nie". Dopieroż zafrasowała się panienka, ale przyrzekła - i pan rad był,
bo oni oba z opatem okrutnie się tego bali, by jej nie przyszła chęć widzieć się z waszą
miłością... No, nie na tym koniec, bo później panna chciała, by były dwa konie, a pan
bronił, panna chciała wilczury i trzosika, pan bronił. Ale co tam z takich zaka-zowań!
Źeby jej się umyśliło dom spalić, toby też panisko przystał. - Dlatego jest drugi koń,
jest wilczura i jest trzosik...
"Poćciwa dziewka!" - pomyślał w duchu Zbyszko.
Po chwili zaś zapytał głośno:
- A z opatem nie było biedy?...
Czech uśmiechnął się jak roztropny pachołek, który zdaje sobie sprawę ze wszystkiego, co
się wokół niego dzieje, i odrzekł:
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional