lektory on-line

Krzyżacy - Strona 338

po raz pierwszy w życiu obóz tak cichy i posępny. Ledwie gdzieniegdzie, przy dalszych od
Skirwoiłłowej numy ogniskach, słychać było odgłos fujarki lub piszczałki, albo słowa
przyciszonej pieśni, którą śpiewał "burtini-kas". Wojownicy słuchali z pochylonymi
głowami i oczyma utkwionymi w zarzewie. Niektórzy siedzieli w kucki wedle ognia, mając
łokcie wsparte na kolanach, a twarze ukryte w dłoniach, okryci skórami, podobni do
drapieżnych zwierząt leśnych. Lecz gdy podnosili ku przechodzącym rycerzom głowy, blask
płomienia oświecał twarze łagodne i niebieskie źrenice, wcale nie srogie ni drapieżne,
ale tak raczej patrzące, jak patrzą smutne i pokrzywdzone dzieci. Na krańcach obozowiska
leżeli na mchach ranni, których zdołano unieść z ostatniej bitwy. Wróżbici, tak zwani
"łabdarysy" i "sejtonowie", mruczeli nad nimi zaklęcia lub opatrywali ich rany,
przykładając na nie znane sobie zioła gojące, a oni leżeli w milczeniu, znosząc
cierpliwie ból i męki. Z głębin leśnych, od strony polan i ługów, dochodziło
poświstywanie koniuchów, kiedy niekiedy podnosił się wiatr, przysłaniając dymami
obozowisko i napełniając szumem bór ciemny. Ale noc czyniła się coraz późniejsza, więc
ogniska poczęły mdleć i gasnąć i cisza zapadła jeszcze większa, potęgując owe wrażenie
smutku i jakby pognębienia.
Zbyszko wydał rozkazy gotowości ludziom, którym przywodził i z którymi łatwo mógł się
rozmówić, albowiem była między nimi garść Połocczan, po czym zwrócił się do swego giermka
i rzekł:
- Napatrzyłeś się do woli, a teraz czas wrócić pod namiot.
- Jużci się napatrzyłem - odpowiedział giermek - alem nie bardzo rad z tego, com widział,
bo zaraz znać, że to pobici ludzie.
- Dwa razy: cztery dni temu przy zamku i onegdaj u przeprawy. A teraz chce się Skirwoille
trzeci raz tam iść, by trzeciej porażki doznać.
- Jakże, to on nie rozumie, że z takim wojskiem przeciw Niemcom nie wskóra? Powiadał mi
to już rycerz Maćko, a teraz i sam miarkuję, że liche to muszą być i do bitki pachołki.
- |I w tym się mylisz, bo to lud chrobry jak mało który w świecie. Jeno się kupą bezładną
biją, a Niemcy w szyku. Jeśli się uda szyk rozerwać, to częściej Źmujdzin Niemca niż
Niemiec Źmujdzina położy. Ba, ale tamci to wiedzą i tak się zwierają, że jako ściana
stoją.
- A już o zamków dobywaniu to pewnie nie ma co i myśleć -rzekł Czech.
- Boć nijakiego sprzętu do tego nie ma - odpowiedział Zbyszko. - Sprzęt ma kniaź Witold i
póki ku nam nie nadciągnie, nie ugryzłem żadnego zamku, chybaby trafunkiem albo zdradą.
Tak rozmawiając, doszli do namiotu, przed którym płonął duży, podsycany przez czeladź
ogień, a w nim kopciły się przygotowane przez czeladź mięsiwa. W namiocie chłodno było i
wilgotno, więc rycerze, a z nimi i Hlawa, pokładli się przed ogniem na skórach.
Za czym, posiliwszy się, próbowali zasnąć, lecz nie mogli, Maćko przewracał się z boku na
bok, a następnie ujrzawszy, że Zbyszko siedzi przed płomieniem, otoczywszy ramionami
kolana, zapytał:
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional