lektory on-line

Krzyżacy - Strona 340

wściekli. Ziemię zagarnęli, miasta zdradą pobrali i ot ich moc! Ale choćby wszyscy
królowie świata szli im w pomoc - nadejdzie dzień sądu i pomsty.
- Skoroście mi kazali gadać, com widział, a teraz się gniewacie, to wolej zaniecham -
rzekł Zbyszko.
Maćko zaś sapał przez jakiś czas gniewnie, po chwili jednak uspokoił się i rzekł:
- Albo to raz tak bywa! Stoi ci w lesie chojar jako wieża sroga, myślałbyś, że wiek
wieków postoi, a stukniesz w niego godnie obuchem, to ci się pustką obezwie. I próchno
się w nim sypie. Taka to i krzyżacka moc! Ale jam ci kazał gadać, coś robił i coś
wskórał. Goniłeś tam na ostre - powiadasz?
- Goniłem. Hardo i niewdzięcznie ci mnie tam z początku przyjęli, bo było im już wiadomo,
żem się z Rotgierem potykał. Może i przygodziłoby mi się co złego, jeno żem z listem od
księcia przyjechał i pan Lorche, którego oni szanują, od ich złości mnie bronił. Ale
potem przyszły uczty i gonitwy, w których Pan Jezus mi pobłogosławił. Toście słyszeli, że
mnie brat mistrzów Ulryk pokochał - i dał mi rozkaz od samego mistrza na piśmie, aby mi
Danuśkę wydali?
- Powiadali nam ludzie - rzekł Maćko - iże popręg mu pękł przy siedle, co ty, widzęcy,
nie chciałeś na niego uderzać.
- Jużci, podniosłem kopię w górę, a on mnie od tej pory pokochał. Hej, miły Boże! srogie
mi pisma dali, z którymi mogłem od zamku do zamku jeździć i szukać. Już myślałem, że
koniec mojej biedy i mego frasunku - a teraz ot, tu siedzę, w dzikiej stronie, bez rady
nijakiej, w strapieniu i smutku, a co dzień ci mi gorzej i tęskniej...
Tu umilkł na chwilę, po czym rzucił z całej mocy wiórem w ogień, aż iskry posypały się z
płonących głowni, i rzekł:
- Bo jeśli ta nieboga jęczy tu gdzie w jakim zamku, a myśli, żem jej zahaczył, to niechby
mnie nagła śmierć nie minęła!
I tyle w nim się widocznie zapiekło zniecierpliwienia i bólu, że jął znów rzucać wiórami
w ogień jak gdyby nagłym, ślepym bólem uniesion, a oni zdumieli się bardzo, nie
przypuszczali bowiem, żeby tak kochał Danuśkę.
-Pohamuj się? - zawołał Maćko. - Jakoże było z onym glejtem? Zali komturowie nie chcieli
rozkazów mistrza słuchać?
- Pohamujcie się, panie - rzekł Czech - Bóg was pocieszy -może wkrótce.
Zbyszkowi zaś łzy błysły w źrenicach, ale uspokoił się nieco i rzekł:
- Otwierali odmieńce zamki i więzienia. Byłem wszędy, szukałem! Aż wybuchła ta wojna - i
w Gierdawach powiedział mi wójt von Heideck, że wojenne prawo inne i że glejty wydane w
czasie pokoju nic nie znaczą. Pozwałem go zaraz, ale nie stanął i z zamku mnie wyżenąć
kazał.
- A w innych? - spytał Maćko.
- Wszędy to samo. W Królewcu komtur, który jest zwierzchnikiem gierdawskiego wójta, nie
chciał nawet czytać mistrzowego pisma, mówiąc, że wojna, wojną - i głowę, póki cała,
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional