lektory on-line

Krzyżacy - Strona 254

okazywały, jakim ciosem były dla wszystkich słowa ojca Wyszońka. On zaś po chwili rzekł:
- Gdyby dyspensa była, tobym się i nie przeciwił, bo mi was żal. O Jurandowe pozwoleństwo
niekoniecznie bym pytał, bo skoro pani miłościwa pozwala i za zgodę księcia pana naszego
zaręcza - no! - to oni ojciec i matka dla całego Mazowsza. Ale bez dyspensy biskupiej -
nie mogę. Ba! żeby to ksiądz biskup Jakub z Kurdwanowa byt między nami, może by dyspensy
nie odmówił -choć to surowy jest ksiądz, nie taki, jak był jego poprzednik, biskup
Mamphiolus, któren na wszystko powiadał: be-ne! bene!
- Biskup Jakub z Kurdwanowa miłuje wielce i księcia, i mnie - wtrąciła pani.
- Toteż dlatego mówię, że dyspensy by nie odmówił, ile że są do tego przyczyny...
Dziewczyna musi jechać, a ów młodzianek chorzeje i może zamrzeć... Hm! in articulo
mortis... Ale bez dyspensy nijak...
- Już ja bym tam i później biskupa Jakuba o dyspensę uprosiła - i choćby też nie wiem jak
był surowy, nie odmówi on mi tej łaski... Ej, uręczam, że nie odmówi.
Na to ksiądz Wyszoniek, który był człek dobry i miękki, rzekł:
- Słowo pomazanki boskiej - wielkie słowo... Strach mi księdza biskupa, ale to wielkie
słowo!... Mógłby też młodzianek co do katedry w Płocku przyobiecać... Nie wiem... Zawszeć
to, póki dyspensa nie nadejdzie, będzie grzech - i to nie kogo innego, jeno mój... Hm!
Pan Jezus po prawdzie jest miłosierny i jeśli kto zgrzeszy nie dla własnego zysku, jeno z
politowania nad ludzką biedą, to tym łatwiej przebacza!... Ale grzech będzie i nużby się
biskup zaciął, kto mi da odpust?
- Biskup się nie zatnie! - zawołała księżna Anna. A Zbyszko rzekł:
- Ten Sanderus, któren ze mną przyjechał, ma gotowe na wszystko odpusty.
Ksiądz Wyszoniek może i niezupełnie wierzył w odpusty Sanderusa, ale rad był chwycić się
choćby pozoru, byle tylko Zbyszkowi i Danusi przyjść z pomocą, gdyż dziewczynę, którą
znał od małego, kochał bardzo. Wreszcie pomyślał, że w najgorszym razie spotkać go może
pokuta kościelna, więc zwrócił się do księżny i rzekł:
- Ksiądz ci ja jestem, ale i książęcy sługa. Jakoże, miłościwa pani, rozkażecie?
- Nie chcę ja rozkazywać, wolę prosić - odpowiedziała pani. - Ale jeśli ten Sanderus ma
odpusty...
- Sanderus ma. Jeno o biskupa chodzi. Srogie on tam w Płocku z kanonikami synody
odprawuje.
- Biskupa się nie bójcie. Zabronił on, jako słyszałem, księżom mieczów, kusz i różnej
swawoli, ale dobrze czynić nie zabronił.
Ksiądz Wyszoniek podniósł oczy i ręce w górę:
- To niechże się stanie wedle waszej woli.
Na te słowa radość opanowała serca. Zbyszko znów osiadł na wezgłowiu, a księżna, Danusia
i ojciec Wyszoniek siedli koło łoża i poczęli "uradzać", jak rzecz należy uczynić. Więc
postanowili zachować tajemnicę, tak aby w domu żywa dusza o tym nie wiedziała;
postanowili też, że i Jurand nie powinien nic wiedzieć, póki mu sama pani w Ciechanowie o
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional