lektory on-line

Krzyżacy - Strona 239

osiadł i który każdą pieczęć wyciąć potrafi; mam i ludzi, którzy, choć nasi poddani, z
mazurskiego narodu pochodzą... Zali mnie jeszcze nie rozumiecie?...
- Rozumiem! - zawołał z zapałem brat Gotfryd. A Rotgier podniósł dłonie do góry i rzekł:
- Niech ci Bóg szczęści, pobożny bracie, bo ni Markwart Salzbach, ni Szomberg nie
znaleźliby lepszego sposobu.
Po czym przymrużył oczy, jakby chciał dojrzeć coś dalekiego.
- Widzę Juranda - rzekł - jako z powrozem na szyi stoi przy Gdańskiej bramie w Malborgu i
jako kopią go nogami knechty nasze...
- A dziewka zostanie służką Zakonu - dodał Hugo. Usłyszawszy to, de Lówe zwrócił oczy na
Danvelda, on zaś uderzył się znów wierzchem dłoni w usta i rzekł:
- A teraz do Szczytna nam jak najprędzej!
Rozdział XXIII
Jednakże przed wyruszeniem do Szczytna czterej bracia i de Fourcy przyszli jeszcze
pożegnać się z księciem i księżną. Było to pożegnanie niezbyt przyjazne, wszelako książę,
nie chcąc, wedle starego polskiego obyczaju, wypuszczać gości z domu z próżnymi rękoma,
podarował każdemu z braci piękny błam kuni i po grzywnie srebra, oni zaś przyjęli z
radością, zapewniając, że jako zakonnicy zaprzysiężeni na ubóstwo nie zatrzymają tych
pieniędzy dla siebie, ale rozdadzą je ubogim, którym zarazem polecą się modlić za
zdrowie, sławę i przyszłe zbawienie księcia. Uśmiechali się pod wąsem z tych zapewnień
Mazurowie, albowiem dobrze znana im była chciwość zakonna, a jeszcze lepiej kłamstwa
Krzyżaków. Powtarzano na Mazowszu, że "jako tchórz cuchnie, tak Krzyżak łże". Książę też
jeno machnął ręką na podobną podziękę, a po ich wyjściu rzekł, iż rakiem chyba pojechałby
do nieba za przyczyną modlitw krzyżackich.
Lecz przedtem jeszcze, przy pożegnaniu się z księżną, w chwili gdy Zygfryd de Lowe
całował jej rękę, Hugo von Dan-veld zbliżył się do Danusi, położył dłoń na jej głowie i
głaszcząc ją, rzekł:
- Nam przykazano dobrem za złe płacić i miłować nawet nieprzyjaciół naszych, więc
przyjedzie tu siostra zakonna i przywiezie wam, panienko, gojący balsam hercyński.
- Jakoże mam wam podziękować, panie? - odpowiedziała Danusia.
- Bądźcie przyjaciółką Zakonu i zakonników. Zauważył tę rozmowę de Fourcy, a że uderzyła
go przy tym uroda dziewczyny, więc gdy już ruszyli ku Szczytnu, zapytał:
- Co to za piękna dwórka, z którą rozmawialiście na odjezdnym?
- Córka Juranda! - odpowiedział Krzyżak. A pan de Fourcy zdziwił się.
- Ta, którą macie pochwycić?
- Ta. A gdy ją pochwycim, Jurand nasz.
- Nie wszystko widać złe, co od Juranda pochodzi. Warto być stróżem takiego jeńca.
- Myślicie, że łatwiej by było wojować z nią niż z Jurandem?
- To znaczy, że myślę tak samo jak i wy. Ojciec wróg Zakonu, a do córki mówiliście miodem
smarowane słowa i w dodatku obiecaliście jej balsam.
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional