lektory on-line

Krzyżacy - Strona 155

Jednakże widział Maćko, że nie ma innej rady, tylko trzeba obie dziewczyny dalej z sobą
brać, że zaś i w duszy miał na to ochotę, więc nazajutrz, pożegnawszy staruszka przeora,
ruszyli w dalszą podróż. Z przyczyny tajania śniegów i wezbranych wód jechali z większym
trudem niż poprzednio. Po drodze dopytywali o opata i trafili na wiele dworów, plebanij,
a gdzie ich nie było, to nawet i karczem, w których zatrzymywał się na noclegi. Łatwo
było iść w jego tropy, gdyż rozdzielał hojne jałmużny, zakupował msze, dawał na dzwony,
wspomagał podupadłe kościoły, więc niejeden dziadyga chodzący "po pytaniu", niejeden
klecha, ba. nawet i niejeden pleban wspominali go z wdzięcznością. Mówiono ogólnie, ze
"jechał jakoby anioł" - i modlono się za jego zdrowie, chociaż tu i ówdzie dawały się
słyszeć obawy, że bliżej mu już do wiekuistego zbawienia niż do doczesnego zdrowia. W
niektórych miejscach popasał dla zbytniej słabości po dwa i trzy dni. Maćkowi wydawało
się też prawdopodobnym, że go dogonią.
Jednakże pomylił się w rachubie, gdyż zatrzymały ich wezbrane wody Neru i Bzury. Nie
dojechawszy do Łęczycy, przez dni cztery zmuszeni byli zamieszkać w pustej karczmie, z
której gospodarz wyniósł się, widocznie z obawy powodzi. Droga wiodąca od karczmy ku
miastu, jakkolwiek wymoszczona pniami drzew, pogrążyła się i zaklęsła na znacznej
przestrzeni w błotnistą topiel. Pachołek Maćków Wit, rodem z tych stron, słyszał coś
wprawdzie o przejściu lasami, ale nie chciał podjąć się przewodnictwa, albowiem wiedział
również, że w błotach łęczyckich miały swoje pielesze siły nieczyste, a mianowicie możny
Boruta, który rad naprowadzał ludzi na bezdenne mokradła, a następnie tylko za cenę duszy
ratował. Sama karczma miała także złą sławę i jakkolwiek w owych czasach podróżni wozili
z sobą żywność, za czym nie obawiali się i głodu, przecie pobyt w takim miejscu nabawiał
nawet starego Maćka niepokoju.
Nocami słyszano harce na dachu gospody, a czasem pukało coś i we drzwi. Jagienka i
Sieciechówna śpiące w alkierzu, tuż koło wielkiej izby, słyszały też w ciemnościach
jakoby szelest drobnych stóp po polepie, a nawet i po ścianach. Nie przerażało ich to
zbytnio, albowiem obie przywykły były w Zgorzelicach do skrzatów, które stary Zych
nakazywał swego czasu karmić i które wedle powszechnego w tych czasach mniemania, byle im
kto nie żałował okruszyn, nie bywały złośliwe. Lecz pewnej nocy rozległ się w pobliskich
gąszczach głuchy i złowrogi ryk, a nazajutrz odkryto ślady ogromnych racic na błocie.
Mógł to być żubr albo tur, lecz Wit utrzymywał, że i Boruta, choć nosi postać ludzką, a
nawet szlachecką, ma zamiast stóp racice, buty zaś, w których się pokazuje między ludzi,
zdejmuje dla oszczędności na błotach. Maćko, zasłyszawszy, że można go sobie przejednać
napitkiem, namyślał się przez cały dzień, czyby nie było grzechem uczynić sobie złego
ducha przyjacielem, i radził się nawet w tym względzie Jagienki.
- Powiesiłbym na noc na płocie wołową mecherę pełną wina albo miodu - rzekł - i jeśliby
go w nocy co wypiło, to byśmy przynajmniej wiedzieli, że krąży.
- Byle mocy niebieskich przez to nie obrazić  odrzekła dziewczyna - bo nam
błogosławieństwo potrzebne, abyśmy Zbyszkowi szczęśliwie poratowanie dać mogli.
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional