lektory on-line

Krzyżacy - Strona 35

zmagać. Nazjeżdżało się pań i rycerzy znacznych, a po trzech dniach chycili się Czech z
Ciołkiem na zamkowym dworzyszczu; ale niedługo tego było, bo ledwie się objęli, przełomił
Ciołek Czechowi krzyż, pokruszył wszystkie żebra i dopiero nieżywego, z wielką chwałą
królewską, z rąk wypuścił. Tenże, przezwan od tej pory Łomignatem, raz dzwon wielki na
wieżę sam jeden zaniósł, którego dwudziestu mieszczan z miejsca ruszyć nie mogło.
- A ile mu było roków? - pytał Zbyszko.
- Młody był!
Tymczasem Powała z Taczewa, jadąc po prawej stronie przy księżnie, pochylił się wreszcie
do jej ucha i powiedział całą prawdę o ważności przygody, a zarazem prosił ją, by go
poparła, gdy się będzie wstawiał za Zbyszkiem, który ciężko może za swój postępek
odpowiadać. Księżna, której się Zbyszko podobał, przyjęła tę wiadomość ze smutkiem i
zaniepokoiła się bardzo.
- Biskup krakowski rad mnie widzi - rzekł Powała - to może go uproszę i królowę też, ale
im więcej będzie orędowników, tym będzie dla młodziaszka lepiej...
- Byle królowa za nim się ujęła, włos mu z głowy nie spadnie - rzekła Anna Danuta - bo
król ją i za świątobliwość, i za wiano czci wielce, a szczególniej teraz, gdy zdjęta jest
z niej hańba bezpłodności. Ale jest przecie w Krakowie umiłowana siostra królewska,
księżna Ziemowitowa - do niej się udajcie. Ja też uczynię, co będę mogła, ale ona mu
rodzona, a ja stryjeczna.
- Kocha król i was, miłościwa pani.
- Ej, nie tak - odrzekła z pewnym smutkiem księżna - dla mnie ogniwko, dla niej cały
łańcuch; dla mnie liszka, dla niej soból. Nikogo z rodzonych nie miłuje król tak jak
Aleksandrę. Nie ma takiego dnia, żeby z próżnymi rękoma odeszła...
Tak rozmawiając, zbliżyli się do Krakowa. Gościniec, rojny od samego Tyńca, zaroił się
jeszcze bardziej. Spotykali ziemian ciągnących do miasta na czele pachołków, czasem w
zbrojach, czasem w letnich szatach i słomianych kapeluszach. Niektórzy jechali konno,
niektórzy koleśno, z żonami i córkami, które chciały widzieć zapowiadane z dawna gonitwy.
Miejscami cały gościniec zawalony był przez wozy kupców, którym nie wolno było omijać
Krakowa, by nie pozbawić miasta licznych opłat. Wieziono na tych wozach sól, wosk, zboża,
ryby, skóry bydlęce, konopie, drzewo. Inne szły z miasta ładowne suknem, beczkami piwa i
przeróżnym miejskim towarem. Kraków było już widać dobrze: ogrody królewskie, pańskie i
mieszczańskie, otaczające zewsząd miasto, za nimi mury i wieże kościołów. Im było bliżej,
tym ruch czynił się większy, a przy bramach trudno było wśród ogólnego skrzętu przejechać.
- To miasto! nie masz chyba takiego drugiego na świecie -rzekł Maćko.
- Zawsze jakoby jarmark - odrzekł jeden z rybałtów. - Dawnoście tu byli, panie?
- Dawno. I dziwuję się, jakobym je pierwszy raz widział, gdyż z dzikich krajów
przyjeżdżamy.
- Mówią, że Kraków okrutnie urósł od króla Jagiełły. Była to prawda: od czasu wstąpienia
na tron wielkiego księcia Litwy niezmierzone kraje litewskie i ruskie otwarte zostały dla
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional