lektory on-line

Krzyżacy - Strona 479

Leliwy i Krzona z Ostrowa, i Mikołaja z Michałowa, i Zbigniewa z Brzezia, i Krzona z
Kozichgłów, i Kuby na Koniecpolu, i Jaśka Ligęzy, i Kmity, i Zakliki, a oprócz nich
rodowa Gryfitów, i Bobowskich, i Koźlich Rogów, i różnych innych, którzy w bitwach
zbierali się pod wspólnym herbowym godłem i wspólne wykrzykiwali "zawołanie".
I tak rozkwitła pod nimi ziemia, jak rozkwitają łąki na wiosnę. Szła fala koni, fala
ludzi, nad nimi las kopij i z barwnymi "płachetkami" na kształt drobniejszych kwiatów, a
z tyłu, w obłokach kurzawy, miejskie i kmiece piechoty. Wiedzieli, że ku bitwie
straszliwej idą, ale wiedzieli, że "trzeba", więc szli z ochotnym sercem.
Na prawym zaś skrzydle płynęły Witoldowe watahy, pod chorągwiami różnej barwy, ale z
jednakim wyobrażeniem litewskiej Pogoni. Źaden wzrok nie mógł objąć wszystkich zastępów,
ciągnęły się one bowiem wśród pól i lasów na szerokość przeszło mili niemieckiej.
Przed południem przyszedłszy wojska w pobliże wsi Logdau i Tannenberga, zatrzymały się na
krawędzi lasu. Miejsce zdało się dobre na spoczynek i zabezpieczone od wszelkiej
niespodzianej napaści, gdyż z lewej strony oblewała je łacha Jeziora Dąbrowskiego, z
prawej zaś jezioro Lubeń, przed wojskami zaś otwierała się szeroka na milę przestrzeń
polna. W środku owej przestrzeni, wznoszącej się ku zachodowi łagodnie w górę, zieleniły
się łęgi Grunwaldu, a nieco w dali szarzały słomiane dachy i puste, smutne ugory
Tannenberga. Nieprzyjaciela, który by spuszczał się ku lasom z wyniosłości, łatwo było
dostrzec, ale nie spodziewano się, aby mógł prędzej niż nazajutrz nastąpić. Zatrzymały
się też tu wojska tylko na postój, że jednak biegły w rzeczach wojny Zyndram z Maszkowic
nawet w pochodzie przestrzegał bojowego porządku, więc stanęły tak, aby w każdej chwili
mogły być do sprawy gotowe. Z rozkazu wodza wysłano wnet na lekkich a ści-głych koniach
gońców hen, przed się, w stronę Grunwaldu i Tannenberga, i dalej, aby zbadali okolicę, a
tymczasem dla łaknącego nabożeństwa króla ustawiono na wysokim brzegu jeziora Lubeń
namiot kapliczny, aby mógł zwykłych mszy wysłuchać.
Jagiełło, Witold, książęta mazowieccy i rada wojenna udali się do namiotu. Przed nim zaś
zgromadziło się przedniejsze rycerstwo, już to dlatego, aby polecić się Bogu przed dniem
stanowczym, już, aby na króla popatrzeć. I widziano go, jak szedł w szarej obozowej
szacie, z twarzą poważną, na której osiadła wyraźnie ciężka troska. Lata mało zmieniły
jego postać i nie pokryły mu zmarszczkami oblicza ani nie ubieliły mu włosów, które i
teraz zakładał tak samo prędkim ruchem za uszy, jak wówczas gdy Zbyszko widział go po raz
pierwszy w Krakowie. Ale szedł jakby pochylony pod brzemieniem strasznej
odpowiedzialności, która ciążyła na jego ramionach, jak gdyby pogrążon w wielkim smutku.
W wojsku mówiono sobie, że król płacze ustawicznie nad tą krwią chrześcijańską, która ma
być przelana, i tak było istotnie. Jagiełło wzdrygał się przed wojną, zwłaszcza z ludźmi,
którzy na płaszczach i chorągwiach krzyż nosili, i z całej duszy pragnął pokoju. Próżno
mu panowie polscy, a nawet pośrednicy węgierscy, Ścibor i Gara, wystawiali pychę i
dufność krzyżacką, którą przepełnion mistrz Ulryk gotów był cały świat wyzwać do boju;
próżno mu jego własny wysłannik Piotr Korzbóg przysięgał na Krzyż Pański i na swoje ryby
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional