lektory on-line

Krzyżacy - Strona 384

więdnie i ginie podeptane nogami kwiecie. Ponurej tej opowieści towarzyszył niemniej
posępny pomruk zapowiadającej się burzy. Miedziane zwały chmur kłębiły się coraz
potężniej nad Spychowem.
Jurand słuchał opowiadania bez jednego drgnienia i ruchu, tak że obecnym zdawać się
mogło, iż pogrążony jest we śnie. Słyszał jednak i rozumiał wszystko, bo gdy Hlawa zaczął
mówić o niedoli Danusi, wówczas w pustych jamach oczu zebrały mu się dwie wielkie łzy i
spłynęły mu po policzkach. Ze wszystkich ziemskich uczuć pozostało mu jeszcze jedno
tylko: miłość do dziecka.
Potem sinawe jego usta poczęły się poruszać modlitwą. Na dworze rozległy się pierwsze,
dalekie jeszcze grzmoty i błyskawice jęły kiedy niekiedy rozświecać okna. On modlił się
długo i znów łzy kapały mu na białą brodę. Aż wreszcie przestał i zapadło długie
milczenie, które przedłużając się nad miarę, stało się na koniec uciążliwe dla obecnych,
bo nie wiedzieli, co mają z sobą robić.
Na koniec stary Tolima, prawa Jurandowa przez całe życie ręka, towarzysz we wszystkich
bitwach i główny stróż Spychowa, rzekł:
- Stoi przed wami, panie, ten piekielnik, ten wilkołak krzyżacki, który katował was i
dziecko wasze; dajcie znak, co mam z nim uczynić i jako go pokarać?
Na te słowa przez oblicze Juranda przebiegły nagle promienie - i skinął, aby mu
przywiedziono tuż więźnia.
Dwaj pachołkowie chwycili go w mgnieniu oka za barki i przywiedli przed starca, a ów
wyciągnął rękę, przesunął naprzód dłoń po twarzy Zygfryda, jakby chciał sobie przypomnieć
lub wrazić w pamięć po raz ostatni jego rysy, następnie opuścił ją na piersi Krzyżaka,
zmacał skrzyżowane na nich ramiona, dotknął powrozów - i przymknąwszy znów oczy,
przechylił głowę.
Obecni mniemali, że się namyślał. Ale cokolwiek bądź czynił, nie trwało to długo, gdyż po
chwili ocknął się - i skierował dłoń w stronę bochenka chleba, w którym utkwiona była
złowroga mizerykordia.
Wówczas Jagienka, Czech, nawet stary Tolima i wszyscy pachołkowie zatrzymali dech w
piersiach. Kara była stokroć zasłużona, pomsta słuszna, jednakże na myśl, że ów na wpół
żywy starzec będzie rzezał omackiem skrępowanego jeńca, wzdrygnęły się w nich serca.
Ale on, ująwszy w połowie nóż, wyciągnął wskazujący palec do końca ostrza, tak aby mógł
wiedzieć, czego dotyka, i począł przecinać sznury na ramionach Krzyżaka.
Zdumienie ogarnęło wszystkich, zrozumieli bowiem jego chęć - i oczom nie chcieli wierzyć.
Tego jednak było im zanadto. Hlawa jął pierwszy szemrać, za nim Tolima, za tymi
pachołkowie. Tylko ksiądz Kaleb począł pytać przerywanym przez niepohamowany płacz głosem:
- Bracie Jurandzie, czego chcecie? Czy chcecie darować jeńca wolnością?
- Tak! - odpowiedział skinieniem głowy Jurand.
- Chcecie, by odszedł bez pomsty i kary?
- Tak!
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional