lektory on-line

Krzyżacy - Strona 28

- Pochwalony Jezus Chrystus!
- Na wieki wieków.
- Zali to nie dwór księżnej mazowieckiej tam w dole?
-Tak jest.
- To z Tyńca jedziecie?
Lecz na to nie było już odpowiedzi, albowiem Zbyszko zdumiał się tak, że nawet nie
usłyszał zapytania. Przez chwilę stał jak skamieniały, oczom własnym nie wierząc, gdyż
oto na ćwierć stai za nieznanym mężem ujrzał kilkunastu konnych żołnierzy, na czele
których, ale znacznie naprzód, jechał rycerz przybrany cały w świecącą zbroję, w biały
sukienny płaszcz z czarnym krzyżem i w stalowy hełm z przepysznym pawim czubem w
grzebieniu.
- Krzyżak! - szepnął Zbyszko.
I na ten widok pomyślał, że modlitwy jego zostały wysłuchane, że Bóg w miłosierdziu swoim
zsyła mu takiego Niemca, o jakiego w Tyńcu prosił, że trzeba z łaski boskiej korzystać,
więc nie wahając się ani chwili - zanim to wszystko przemknęło mu przez głowę, zanim miał
czas ochłonąć ze zdumienia, pochylił się w kulbace, złożył glewię w pół końskiego ucha i
wydawszy rodowy okrzyk: "Grady! Grady!" - ruszył co koń wyskoczy na Krzyżaka.
A tamten zdumiał się także, gdyż wstrzymał konia i nie pochylając kopii sterczącej w górę
od strzemienia, patrzył przed siebie jakby niepewny, czy w niego godzą.
- Pochyl kopię! - wrzeszczał Zbyszko, wbijając żelazne końce strzemion w boki końskie.
- Grady! Grady!
Przestrzeń dzieląca ich poczęła się zmniejszać. Krzyżak, widząc, że napad wymierzony jest
naprawdę ku niemu, ściągnął konia, nadstawił broń i już, już kopia Zbyszkowa miała się
roztrzaskać o jego piersi, gdy naraz jakaś potężna dłoń przyłamała ją Zbyszkowi przy
samym ręku jak zeschłą trzcinę, potem taż sama dłoń ściągnęła cugle jego konia z tak
straszliwą siłą, aż rumak zarył się wszystkimi czterema nogami w ziemię i stanął jak
wkopany.
- Szalony człecze, co czynisz? - ozwał się głęboki, groźny głos - w posła godzisz, króla
znieważasz!
Zbyszko spojrzał i poznał tegoż samego olbrzymiego męża, który poczytan za Walgierza
przestraszył przed chwilą dworskie niewiasty księżny.
- Puszczaj na Niemca! Coś za jeden? - zawołał, chwytając za rękojeść topora.
- Precz z toporem! - na miły Bóg! precz z toporem - mówię - bo z konia zwalę! - zawołał
groźniej jeszcze nieznajomy. -Obraziłeś majestat króla i pod sąd pójdziesz.
Po czym zwrócił się ku ludziom, którzy jechali za Krzyżakiem, i krzyknął:
- Bywaj!
Ale tymczasem nadjechał Maćko z twarzą niespokojną i złowrogą. Rozumiał i on jasno, że
Zbyszko postąpił jak szalony i że z tej sprawy zgubne dla niego mogą wyniknąć skutki, ale
jednak gotów był do bitki. Cały orszak nieznanego rycerza i Krzyżaka wynosił zaledwie
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional