lektory on-line

Krzyżacy - Strona 163

za somsiedzką uczynność.
- Przyjeżdżajcie! Radzi będziem! Wiśta! I ruszywszy koniem, znikła po chwili w
przydrożnych krzach.
Zbyszko wrócił do stryja.
- Czas wam do izby wracać.
Lecz Maćko odrzekł, nie ruszając się z kłody:
- Hej! co za dziewczyna! Aże podwórze od niej pojaśniało!
- Bo pewnie!
Nastała chwila milczenia. Maćko zdawał się o czymś rozmyślać, patrząc w ukazujące się
gwiazdy, po czym znów rzekł jakby sam do siebie:
- I przyszczypne to, i gospodarne, choć nie ma więcej nad piętnaście roków...
- A no! - rzekł Zbyszko - stary Zych miłuje ją też jak oko w głowie.
- I mówił, że Moczydoły za nią pójdą, a tam jest w łęgach stadko świerzop ze źrebięty.
- W borach moczydłowskich ponoś okrutne bagna?...
- Ale żeremia bobrowe w nich są. I znów nastało milczenie. Maćko spoglądał czas jakiś z
ukosa na Zbyszka, a wreszcie spytał.
- Cóżeś się tak zapamiętał? O czym rozmyślasz?
- Bo... widzicie... po Jagience tak mi się Danuśka przypomniała, aże mnie coś w sercu
zabolało.
- Chodźmy do izby - rzekł na to stary. - Późno już. I wstawszy z trudem, wsparł się na
Zbyszku, który odprowadził go do komory.
Zbyszko pojechał jednak zaraz nazajutrz do Zgorzelic, albowiem Maćko bardzo o to
przynaglał. Wymógł również na bratanku, by wziął z sobą dla okazałości dwóch pachołków i
przybrał się jak najpiękniej, aby w ten sposób cześć Zychowi wyrządzić i należytą
wdzięczność mu okazać. Zbyszko ustąpił i pojechał wystrojony jak na wesele w tę samą
zdobyczną jakę z białego atłasu, obszytą złotą frędzlą i zahartowaną w złote gryfy. Zych
przyjął go z otwartymi ramionami, radością i ze śpiewaniem, Jagienka zaś, wszedłszy na
próg izby, stanęła jak wryta i omal nie upuściła łagiewki z winem na widok młodziana,
myślała bowiem, że królewicz jaki przyjechał. Straciła też od razu śmiałość i siedziała w
milczeniu, przecierając tylko kiedy niekiedy oczy, jak gdyby się chciała ze snu obudzić.
Zbyszko, któremu brakło doświadczenia, myślał, że z niewiadomych mu przyczyn nierada go
widzi, rozmawiał więc tylko z Zychem, sławiąc jego sąsiedzką hojność i podziwiając dwór
zgorzelicki, który rzeczywiście w niczym nie był do bogdanieckiego podobny.
Wszędzie znać tu było dostatek i zasobność. W izbach były okna z szybami z rogu,
zestruganego cienko i tak wygładzonego, że był prawie jak szkło przeźroczysty. Nie było
ognisk na środku izb, tylko wielkie kominy z okapami po rogach. Podłoga była z
modrzewiowych desek czysto umytych, na ścianach zbroje i mnóstwo mis błyszczących jak
słońca oraz pięknie wyciętych łyżników, z szeregami łyżek, z których dwie były ze srebra.
Gdzieniegdzie wisiały też makatki, złupione w wojnach lub nabyte od wędrownych kupców.
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional