lektory on-line

Krzyżacy - Strona 61

- Patrzcie, oto tu jeszcze pluje nam w oczy hardością i pychą! A Jurand wyciągnął w górę
dłonie jak człowiek, który niebiosa wzywa na świadki, i odrzekł, kiwając głową:
- Bóg widzi, że moja hardość została za bramą tutejszą. Bóg widzi i będzie sądził, czy
hańbiąc mój stan rycerski, nie pohańbiliście się i sami. Jedna jest cześć rycerska, którą
każdy, kto opasan, szanować winien.
Danveld zmarszczył brwi, ale w tej chwili błazen zamkowy począł brząkać łańcuchem, na
którym trzymał niedźwiadka, i wołał:
- Kazanie! kazanie! przyjechał kaznodzieja z Mazowsza! Słuchajcie! Kazanie!
Po czym zwrócił się do Danvelda:
- Panie! - rzekł - graf Rosenheim, gdy go dzwonnik za wcześnie na kazanie dzwonieniem
rozbudził, kazał mu zjeść sznur dzwonniczy od węzła do węzła; ma i ów kaznodzieja powróz
na szyi - każcie mu go zjeść, nim kazania dokończy.
I to rzekłszy, począł patrzeć na komtura nieco niespokojnie, nie był bowiem pewien, czy
ów roześmieje się, czy każe go za niewczesne odezwanie się wysmagać. Lecz bracia zakonni,
gładcy, układni, a nawet i pokorni, gdy nie poczuwali się w sile, nie znali natomiast
żadnej miary wobec zwyciężonych: więc Danveld nie tylko skinął głową skomorochowi na
znak, że na urągowisko pozwala, lecz i sam wybuchnął grubiaństwem tak niesłychanym, ze na
twarzach kilku młodszych giermków odbiło się zdumienie.
- Nie narzekaj, żeć pohańbiono - rzekł - bo choćbym cię psiarczykiem uczynił, lepszy
psiarczyk zakonny niż wasz rycerz! A ośmielony błazen począł krzyczeć:
- Przynieś zgrzebło, wyczesz mi niedźwiedzia, a on ci wzajem kudły łapą wyczesze!
Na to tu i owdzie ozwały się śmiechy, jakiś głos zawołał spoza pleców braci zakonnych:
- Latem będziesz trzcinę na jeziorze kosił!
- I raki na ścierwo łowił! - zawołał inny. Trzeci zaś dodał:
- A teraz pocznij wrony od wisielców odganiać! Nie zbraknieć tu roboty.
Tak to oni szydzili ze strasznego im niegdyś Juranda. Powoli wesołość ogarnęła
zgromadzenie. Niektórzy, wyszedłszy zza stołu, poczęli zbliżać się do jeńca, opatrywać go
z bliska i mówić: "Toć jest ów dzik ze Spychowa, któremu nasz komtur kły powybijał; pianę
pewnie ma w pysku; rad by kogo ciął, ale nie może!" Danveld i inni bracia zakonni, którzy
chcieli z początku dać posłuchaniu jakiś uroczysty pozór sądu, widząc, że rzecz obróciła
się inaczej, popodnosili się także z ław i pomieszali się z tymi, którzy zbliżyli się ku
Jurandowi.
Nie był wprawdzie z tego rad stary Zygfryd z Insburka, ale sam komtur mu rzekł:
"Rozmarszczcie się, będzie jeszcze większa uciecha!" I poczęli także oglądać Juranda,
gdyż to była sposobność rzadka, albowiem który z rycerzy lub knechtów widział go przedtem
tak blisko, ten zwykle zamykał oczy potem na wieki. Więc niektórzy mówili także:
"Pleczysty jest, chociaż ma kożuch pod worem; można by go grochowinami owinąć i po
jarmarkach prowadzać..." Inni zaś jęli wołać o piwo, aby dzień stał im się jeszcze
weselszy.
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional