lektory on-line

Krzyżacy - Strona 447

- Widzicie... z bliska ja się wszystkiemu przypatrował i niejednom potrafił wymiarkować.
Źeby to był król z naszego dawnego rodu królów od wiek wieków krześcijańskich, toby może
i pierwszy na Niemców uderzył. Ale nasz Władysław Jagiełło (nie chcę ja mu czci umknąć,
bo zacny to pan, którego niech Bóg w zdrowiu zachowa), nimeśmy go królem sobie obrali,
był wielkim księciem litewskim i poganinem; krześcijaństwo dopiero co przyjął, a Niemce
szczekają po świecie, że dusza jeszcze w nim pogańska. Przeto okrutnie mu nie przystoi
pierwszemu wojnę wypowiadać i krześcijańską krew rozlewać. Dla której przyczyny i
Witoldowi w pomoc nie rusza, chociaż go ręce swędzą, bo i to wiem, że nienawidzi on jak
trądu Krzyżaków.
Takimi mowami jednał sobie Maćko sławę bystrego człowieka, któren każdą rzecz potrafi
jako na stole położyć. W Krześni też otaczano go co niedziela po mszy kołem, a potem
weszło w zwyczaj, że ten lub ów sąsiad, zasłyszawszy jaką nowinę, zajeżdżał do Bogdańca,
aby mu stary rycerz wytłumaczył to, czego zwykła szlachecka głowa nie mogła wyrozumieć.
On zaś przyjmował wszystkich gościnnie i rozmawiał z każdym ochotnie, a gdy wreszcie
gość, nagawędziwszy się, odjeżdżał, nie zapominał nigdy pożegnać go takimi słowy:
- Dziwujecie się mojemu dowcipowi, ale gdy Zbyszko, da Bóg, wróci, to się dopiero
będziecie dziwowali! Jemu choćby w radzie królewskiej zasiadać, taka jucha łebska i
przemyślna.
I wmawiając to gościom, wmówił na końcu sobie, a zarazem i Jagience. Zbyszko wydawał się
im obojgu z dala jak królewicz w bajce. Gdy nadeszła wiosna, zaledwie już mogli usiedzieć
w domu. Wróciły jaskółki, wróciły bociany; chruściele poczęły grać po łąkach, przepiórki
odzywać się w zielonej runi zbóż; przyleciały przedtem jeszcze klucze żurawi i cyranek -
Zbyszko jeden nie wracał. Ale gdy ptactwo ciągnęło z południa, natomiast z północy wicher
skrzydlaty przynosił wieści o wojnie. Mówiono o bitwach i licznych potyczkach, w których
obrotny Witold to zwyciężał, to bywał pobity; mówiono o wielkich klęskach, które
poczyniła między Niemcami zima i choroby. Aż wreszcie rozgrzmiała po całym kraju radosna
wieść, że dzielny Kiejstutowicz wziął Nowe Kowno, czyli Gotteswerder, zburzył je,
kamienia na kamieniu i belki na belce nie zostawił. Maćko, gdy doszła go ta wiadomość,
siadł na koń i w te pędy poleciał do Zgorzelic.
- Ha! - mówił - znane mi to strony, bośmy tam ze Zbyszkiem i ze Skirwoiłłą tęgo Krzyżaków
potłukli. Tam wzięt był przez nas i ten poćciwy de Lorche. Oto Bóg dał, że się
Niemiaszkom noga powinęła, bo to kasztel był do zdobycia trudny.
Jagienka jednak słyszała już była przed przybyciem Maćka o zburzeniu Nowego Kowna, a
nawet słyszała i coś więcej, a mianowicie, że Witold rozpoczął układy o pokój. Ta
ostatnia nowina więcej ją nawet obeszła od poprzedniej, albowiem gdyby pokój stanął,
Zbyszko, jeśli został żyw -musiałby powrócić do domu.
Więc zaczęła wypytywać starego rycerza, czy to jest rzecz podobna do wiary, a ów,
zastanowiwszy się, tak jej odrzekł;
- Z Witoldem wszystko jest do wiary podobne, gdyż to człek całkiem od innych różny i
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional