lektory on-line

Krzyżacy - Strona 483

Gilgenburga, których kilkunastu sprowadzono przed mistrza, zaświadczyli, iż naprzeciw
nich stoją wszystkie wojska polsko-litewskie.
Lecz próżno mówili o ich potędze. Mistrz Ulryk nie chciał im wierzyć, gdyż od początku
tej wojny wierzył tylko w to, co było mu na rękę i wróżyło niechybne zwycięstwo. Zwiadów
i gońców nie rozsyłał, rozumiejąc, że i bez tego wszystkiego musi przyjść do walnej
bitwy, a bitwa owa nie może zakończyć się inaczej, jeno straszliwą klęską nieprzyjaciela.
Dumy w siłę, jakiej żaden z mistrzów nie wyprowadził dotąd w pole, lekceważył też
przeciwnika, a gdy komtur gniewski, który na swoją rękę czynił wywiady, przedstawił mu,
że jednak wojska Jagiełły są liczniejsze - odpowiadał:
- Jakie tam wojska! Jeno z Polaki przyjdzie się nieco wysilić, a reszta, choćby ich było
i najwięcej, pośledni to lud, lepszy do łyżki niż do oręża.
I dążąc wszelkimi siłami do bitwy, zapłonął teraz wielką radością, gdy nagle znalazł się
przed nieprzyjacielem i gdy widok walnej chorągwi całego Królestwa, ktorej czerwień
spostrzeżono na ciemnym tle boru, nie pozwalał już dłużej wątpić, że tkwi przed nim
główna armia.
Ale na stojących pod lasem i w lesie Polaków nijak było Niemcom uderzać, gdyż rycerstwo
straszne tylko było w czystym polu, nie lubiło zaś i nie umiało walczyć w gęstwinie
drzewnej.
Zebrano się więc na krótką naradę przy boku mistrza, jakim sposobem wywabić z zarośli
nieprzyjaciela.
- Na świętego Jerzego! - zawołał mistrz. - Dwie mile ujechaliśmy, nie spoczywając, i upał
doskwiera, a ciała oblewają się nam potem pod zbroją. Nie będziemże tu czekali, póki
nieprzyjacielowi nie spodoba się wystąpić w pole.
A na to hrabia Wende, mąż poważny wiekiem i rozumem, rzekł:
- Zaiste, już wyśmiewano tutaj moje słowa - i wyśmiewali je tacy, którzy bogdaj że umkną
z tego pola, na którym ja polegnę (i tu spojrzał na Wernera von Tettingen) - ale wżdy
powiem, co mi sumienie i miłość do Zakonu nakazuje. Nie serca brak Polakom, jeno, jako
wiem, król do ostatka spodziewa się wysłanników pokoju.
Werner von Tettingen nie odrzekł nic, tylko parsknął wzgardliwym śmiechem, ale i
mistrzowi niemiłe były słowa Wendego, więc ozwał się:
- Zali czas myśleć teraz o pokoju! Nad inną sprawą mamy radzić.
- Czas zawsze na dzieło Boże - odrzekł von Wende. Lecz okrutny komtur człuchowski Henryk,
który zaprzysiągł, że każe nosić przed sobą dwa nagie miecze, dopóki ich w polskiej krwi
nie ubroczy - zwrócił do mistrza swe tłuste, spotniałe oblicze i zakrzyknął z gniewem
okrutnym:
- Milsza mi śmierć od hańby! i choćby sam jeden, tymi mieczami na całe wojsko polskie
uderzę! Ulryk zmarszczył nieco brwi.
- Przeciw posłuszeństwu mówisz - rzekł. A potem do komturów:
- Radźcie jeno o tym, jak nieprzyjaciela z boru wyciągnąć. Więc różni różnie radzili, aż
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional