lektory on-line

Krzyżacy - Strona 469

- I taka jakiejśmy przedtem nie widzieli! - dorzucił poważnie Maćko.
Następnie krzyknął na czeladź, która w mig zebrała się wokół państwa:
- Dąć w rogi z czatowni na cztery strony świata! a inni niech skoczą na wsie po sołtysów.
Konie ze stajen wywieść i wozy zaprzęgać! Duchem!
I głos jego jeszcze nie przegrzmiał, gdy czeladź kopnęła się w różne strony, aby spełnić
rozkazy, które nie były trudne, gdyż wszystko z dawna było gotowe: ludzie, wozy, konie,
broń, zbroje, zapasy -tylko siadać i jechać!
Lecz przedtem Zbyszko jeszcze zapytał Maćka:
- A wy nie ostaniecie w domu?
- Ja? Co ci w głowie?
- Bo wedle prawa możecie, że to człowiek z was w leciech podeszły, a byłaby jakowaś
opieka nad Jagienką i dziećmi.
- No, to słuchaj: ja do białego włosa czekał na tę godzinę.
I dosyć było spojrzeć na jego zimne, zawzięte oblicze, aby poznać, że na nic wszelka
namowa. Zresztą, mimo siódmego krzyżyka, chłop był jeszcze czerstwy jak dąb i ręce łatwo
chodziły mu w stawach, a topór w nich aż warczał. Nie mógł już wprawdzie skoczyć w pełnej
zbroi bez strzemion na konia, ale i wielu młodych, zwłaszcza między zachodnimi rycerzami,
tego uczynić nie mogło. Natomiast ćwiczenie rycerskie posiadał ogromne i bardziej
doświadczonego wojownika nie było w całej okolicy.
Jagienka też widocznie nie obawiała się sama zostać, gdyż usłyszawszy słowa męża, wstała
i ucałowawszy go w rękę, rzekła:
- Nie frasuj się ty o mnie, miły Zbyszku, bo kasztel jest godny, a i to wiesz, że ja tam
niezbyt płochliwa, i że ni kusza, ni sulica mi nie nowina. Nie czas o nas myśleć, gdy
trza Królestwo ratować, a nad nami tu Bóg będzie opiekunem.
I nagle oczy jej wezbrały łzami, które stoczyły się w wielkich kroplach po cudnej
liliowej twarzy. Więc ukazawszy gromadkę dzieci, tak dalej mówiła wzruszonym, drgającym
głosem:
- Hej! żeby nie one pędraki, poty by ja ci u nóg leżała, póki byś mnie nie wziął na tę
wojnę!
- Jaguś! - zawołał Zbyszko, chwytając ją w ramiona. A ona objęła mu też szyję i jęła
powtarzać, tuląc się do niego z całej siły:
-Jeno mi ty wróć, mój złoty, mój jedyny, mój najmilejszy!
- A zaś co dzień dziękuj Bogu, że ci dał taką niewiastę! - dodał grubym głosem Maćko.
I w godzinę później ściągnięto z czatowni chorągiew na znak nieobecności panów. Zbyszko i
Maćko zezwolili, aby Jagienka razem z dziećmi odprowadziła ich do Sieradza, więc po
obfitym posiłku ruszyli wszyscy razem z ludźmi i całym taborem wozów.
Dzień był jasny, bez wiatru. Bory stały w ciszy nieruchome. Stada na polach i ugorach
zażywały także południowego spoczynku, przeżuwając paszę powolnie i jakby w zamyśleniu.
Jeno z powodu suchości powietrza wznosiły się tu i ówdzie po drogach kłęby złotego kurzu,
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional