lektory on-line

Krzyżacy - Strona 343

- Nasza prawa krew!
Lecz giermek Hlawa uradowany był w duszy jeszcze bardziej od Maćka, gdyż nie było dla
niego większej nad bitwę rozkoszy.
- Nie wiem - rzekł -jak ci nasi ludzie będą się potykali, ale idą cicho, sprawnie i
ochotę znać po nich okrutną. Jeżeli ów Skirwoiłło dobrze wszystko wymędrował, to żywa
noga nie powinna wyjść ze skrzętu.
- Da Bóg, mało się ich wymknie - odpowiedział Zbyszko. -Ale kazałem jak najwięcej jeńców
brać, a gdyby trafił się między nimi rycerz albo brat zakonny, to już koniecznie nie
zabijać.
- A czemu to, panie? - spytał Czech. Zbyszko zaś odrzekł:
- Pilnujcie i wy, aby tak było. Rycerz, jeśli z gości, to włóczy się po miastach, po
zamkach, siła ludzi widuje i siła nowin słyszy, a jeśli zakonny, to jeszcze więcej. Toć
Bogiem a prawdą po to ja tu przyjechałem, żeby kogoś znaczniejszego pochwycić i zamianę
uczynić. Jedna mi ta droga ostała... jeżeli jeszcze ostała.
To rzekłszy, dał ostrogi koniowi i znów wysunął się na czoło oddziału, aby wydać ostatnie
rozporządzenia i uciec razem od smutnych myśli, na które brakło i czasu, albowiem miejsce
na zasadzkę wybrane nie było już zbyt odległe.
- Czemu to młody pan tuszy, że jego niewiastka jeszcze żyje i że się w tych stronach
znajduje? - spytał Czech.
- Bo jeśli jej Zygfryd od razu w Szczytnie w pierwszym zapędzie nie zamordował - odparł
Maćko - to sprawiedliwie można się spodziewać, że jeszcze żywa. A jeśliby ją był
zamordował, toby szczytnieński ksiądz nie był nam takich rzeczy rozpowiadał, które
przecie i Zbyszko słyszał. Ciężka to rzecz nawet dla największego okrutnika podnieść rękę
na niewiastę bezbronną, ba! na dziecko niewinne.
- Ciężka, ale nie dla Krzyżaka. A księcia Witoldowe dzieci?
- Prawda jest, że wilcze oni serca mają, wszelako i to prawda, że w Szczytnie jej nie
zgładził, a że sam w tę stronę pociągnął, więc może i ją w którymś zamku ukrył.
- Hej! żeby się to tak udało tę wyspę i ten zamek ubiec!
- Spojrzyj jeno na tych ludzi - rzekł Maćko.
- Pewnie! pewnie! ale mam ci ja jedną myśl, którą młodemu panu powiem.
- Choćbyś miał i dziesięć, dzidami murów nie rozwalisz. To powiedziawszy, ukazał Maćko na
szeregi dzid, w które większa część wojowników była uzbrojona, po czym zapytał:
- Widziałeś kiedy takie wojsko?
A Czech rzeczywiście nic podobnego nie widział. Przed nim jechał gęsty zastęp wojowników
i jechał bezładnie, bo w boru i wśród krzów trudno się było trzymać szeregów. Zresztą
piesi pomieszani byli z konnymi i by nadążyć krokom końskim, trzymali się grzyw, kulbak i
ogonów. Barki wojowników pokryte były skórami wilków, rysiów i niedźwiedzi, z głów
sterczały to kły dzicze, to rogi jelenie, to kosmate uszy, tak że gdyby nie broń
stercząca w górę i nie smoliste łuki i kobiałki ze strzałami na plecach, patrzącym z tyłu
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional