lektory on-line

Krzyżacy - Strona 63

A gorący, słynny z męstwa i okrucieństwa Rotgier mówił:
- Jak to? nie tylko dziewkę, ale i tego diabelskiego psa wypuścisz, aby znów kąsał?
- Nie tak ci jeszcze będzie kąsał! - zawołał Gotfryd.
- Ba!... zapłaci okup! - odparł niedbale Danveld.
- Choćby wszystko oddał, w rok dwa razy tyle złupi.
- Nie przeciwię się co do dziewki - powtórzył Zygfryd -ale na tego wilka nieraz jeszcze
owieczki zakonne zapłaczą.
- A nasze słowo? - spytał, uśmiechając się, Danveld.
- Inaczej mówiłeś...
Danveld wzruszył ramionami.
- Mało wam było uciechy? - spytał. - Chcecie więcej? Inni zaś otoczyli znów Juranda i w
poczuciu chwały, która z uczciwego postępku Danvelda spadła na wszystkich ludzi
zakonnych, poczęli mu się chełpić do oczu:
- A co, łamignacie! - mówił kapitan zamkowych łuczników -nie tak by postąpili twoi
pogańscy bracia z chrześcijańskim naszym rycerzem!
- Krew zaś naszą toś pijał?
- A my ci za kamień chlebem...
Ale Jurand nie uważał już ni na pychę, ni na pogardę, która była w ich słowach: serce
miał wezbrane a rzęsy wilgotne. Myślał, że oto za chwilę zobaczy Danusię i że zobaczy ją
istotnie z ich łaski, więc spoglądał na mówiących prawie ze skruchą i wreszcie odrzekł:
- Prawda! prawda! bywałem wam ciężki, ale... nie zdradliwy.
Wtem w drugim końcu sali jakiś głos krzyknął nagle: "Wiodą dziewkę!" - i naraz w całej
sali uczyniło się milczenie. Źołnierze rozstąpili się na obie strony, gdyż jakkolwiek
żaden z nich nie widział dotąd Jurandówny, a większa ich część z powodu tajemniczości,
którą Danveld otaczał swe uczynki nie wiedziała nawet nic ojej pobycie w zamku, jednakże
ci, którzy wiedzieli, zdążyli już teraz szepnąć innym o przecudnej jej urodzie. Wszystkie
więc oczy skierowały się z nadzwyczajną ciekawością na drzwi, przez które miała się
ukazać.
Tymczasem naprzód ukazał się giermek, za nim znana wszystkim służka zakonna, ta sama,
która jeździła do leśnego dworca, za nią zaś weszła przybrana biało dziewczyna, z
rozpuszczonymi włosami przewiązanymi wstążką na czole.
I nagle w całej sali rozległ się na kształt grzmotu jeden ogromny wybuch śmiechu. Jurand,
który w pierwszej chwili skoczył był ku córce, cofnął się nagle i stał blady jak płótno,
spoglądając ze zdumieniem na spiczastą głowę, na sine usta i na nieprzytomne oczy
niedojdy, którą mu oddawano jako Danusię.
- To nie moja córka! - rzekł trwożnym głosem.
- Nie twoja córka? - zawołał Danveld. - Na świętego Liboriusza z Padebornu! To albośmy
nie twoją zbójom odbili, albo ci ją jakiś czarownik zmienił, bo innej nie masz w
Szczytnie.
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional