lektory on-line

Krzyżacy - Strona 365

Tymczasem Czech, ujrzawszy widocznie, że na majdanie wszystko już ukończone, zjawił się
przed numą, dzierżąc za kark służkę zakonną. Na ten widok zapomniał Zbyszko o trudzie,
siły wróciły mu od razu i jak gdyby nigdy nie zmagał się ze strasznym Arnoldem, skoczył
do numy.
- Danuśka! Danuśka!
Ale na to wołanie nie odpowiedział żaden głos.
- Danuśka! Danuśka! - powtórzył Zbyszko.
I umilkł. W izbie było ciemno, zatem w pierwszej chwili nie mógł nic dojrzeć. Natomiast
spoza kamieni przyładowanych pod ognisko doszedł go szybki i głośny oddech jakby
przyczajonego zwierzątka.
- Danuśka! prze Bóg! to ja! Zbyszko!
A wtem ujrzał w mroku i jej oczy, szeroko otwarte, przerażone, nieprzytomne. Więc skoczył
ku niej i chwycił ją w ramiona, lecz ona nie poznała go zupełnie i wyrywając mu się z
rąk, poczęła powtarzać zdyszanym szeptem:
- Boję się! boję się! boję się!...
Rozdział XXIII
Nie pomogły łagodne słowa ni pieszczoty, ni zaklęcia -Danusia nie poznawała nikogo i nie
odzyskała przytomności. Jedynym uczuciem, które opanowało całą jej istotę, był przestrach
podobny do takiego płochliwego przestrachu, jaki okazują schwytane ptaki. Gdy
przyniesiono jej posiłek, nie chciała przy ludziach jeść, jakkolwiek z chciwych jej
spojrzeń rzucanych najadło znać było głód, może nawet zadawniony. Zostawszy sama, rzucała
się na spyżę z łakomstwem dzikiego zwierzątka, ale gdy Zbyszko wszedł do izby, w tej
chwili skoczyła w kąt i skryła się za wiązką suchego chmielu. Próżno Zbyszko otwierał
ramiona, próżno wyciągał ręce, próżno błagał, dusząc w sobie łzy. Nie chciała z tego
ukrycia wyjść nawet wówczas, gdy naniecono ognia w świetlicy i gdy przy jego blasku mogła
dobrze rozeznać rysy Zbyszka. Zdawało się, że pamięć opuściła ją razem ze zmysłami. On za
to patrzał na nią i na jej wychudłą twarz z zastygłym wyrazem przerażenia, na zapadłe
oczy, na potargane strzępy odzieży, w które była przybrana, i serce skowyczało w nim z
bólu i wściekłości na myśl, w jakich była rękach i jak się z nią obchodzono. Porwał go
wreszcie szał gniewu tak straszny, że chwyciwszy za miecz, skoczył z nim ku Zygfrydowi i
byłby go uśmiercił niechybnie, gdyby Maćko nie był go schwytał za ramię.
Poczęli się wówczas pasować z sobą prawie po nieprzyjacielsku, ale młodzian tak był
osłabion poprzednią walką z olbrzymim Arnoldem, że stary rycerz przemógł go i wykręciwszy
mu rękę, zawołał:
- Wściekłeś się czy co?
- Puśćcie! - odpowiedział, zgrzytając, Zbyszko - bo się dusza podrze we mnie.
- Niech się podrze! Nie puszczę! Wolej łeb rozbij o drzewo, niżbyś miał pohańbić siebie i
cały ród.
I ściskając jakoby w żelaznych cęgach dłoń Zbyszkową, począł mówić groźnie:
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional