lektory on-line

Krzyżacy - Strona 33

przybędzie mi czci, skoro leżącego potratuję". A Krzyżak wtedy właśnie najzawziętszy.
Dzierżże go za łeb i nie puszczaj, bo inaczej gorze ci! Oto i ów poseł! - zaraz chciał
nie tylko waszego przeproszenia, ale i waszej hańby. Ale rad jestem, że tego nie będzie.
- Niedoczekanie jego! - zawołał Zbyszko.
- Miarkujcie też, żeby frasunku po was nie poznał, bo zaraz by się ucieszył.
Po tych słowach dojechali do orszaku i połączyli się z dworem księżny. Poseł krzyżacki,
ujrzawszy ich, przybrał natychmiast wyraz pychy i wzgardy, lecz oni zdawali się go wcale
nie widzieć. Zbyszko stanął od strony Danusi i jął wesoło mówić jej, że ze wzgórza widać
już dobrze Kraków, Maćko zaś opowiadał jednemu z rybałtów o nadzwyczajnej sile pana z
Taczewa, który przyłamał kopię w ręku Zbyszka jak suchy badyl.
- A po coże ją przyłomił! - spytał rybałt.
- Bo się chłopak do Niemca złożył, ale jeno dla śmiechu. Rybałtowi, który był szlachcic i
człek obyty, nie wydał się taki żart zbyt przystojnym, ale widząc, że Maćko mówi o nim
lekko, nie brał go także do serca. Tymczasem Niemca poczęło takie zachowanie się korcić.
Raz i drugi spojrzał na Zbyszka, potem na Maćka: wreszcie zrozumiał, że z koni nie zsiędą
i że umyślnie na niego nie zważają. Wówczas błysnęło mu coś w oczach jakby stalą - i
zaraz począł się żegnać...
W chwili zaś gdy ruszył, pan z Taczewa nie mógł się powstrzymać i rzekł mu na rozstaniu:
- Jedźcie śmiele, mężny rycerzu. Kraj to spokojny i nikt na was nie napadnie, chyba
jakowy dzieciak krotofilny...
- Choć dziwne są obyczaje w tym kraju, nie obrony, ale towarzystwa waszego szukałem -
odparł Lichtenstein - jakoż tuszę, że się jeszcze spotkamy i na tutejszym dworze, i gdzie
indziej...
W ostatnich słowach brzmiała jakby ukryta groźba, dlatego Powała odrzekł poważnie:
-Bóg to da...
To powiedziawszy, skłonił się i odwrócił, po czym wzruszył ramionami i rzekł półgłosem,
tak jednak, aby go najbliżsi słyszeli:
- Chuchraku! Zdjąłbym cię z kulbaki ostrzem kopii i przez trzy pacierze dzierżył w
powietrzu!
I począł rozmawiać z księżną, którą znał dobrze. Anna Danuta pytała go, co robi na
gościńcu, on zaś oznajmił jej, że jeździ z królewskiego rozkazania, by utrzymać
bezpieczeństwo w okolicy, w której z powodu wielkiej liczby gości ściągających zewsząd do
Krakowa łatwo jakowaś zwada zdarzyć się może. I na dowód przytoczył to, czego przed
chwilą sam był świadkiem. Pomyślawszy jednak, że o orędownictwo księżny za Zbyszkiem dość
będzie czasu prosić wówczas, gdy okaże się tego potrzeba, nie nadawał zajściu zbyt
wielkiego znaczenia, nie chcąc psuć wesołości. Jakoż księżna śmiała się nawet ze Zbyszka,
że mu tak pilno było do pawich czubów - inni zaś, dowiedziawszy się o przyłamaniu kopii,
podziwiali pana z Taczewa, że tak łatwo to jedną ręką uczynił...
On zaś chełpliwym nieco będąc, cieszył się w sercu, że go sławią, i sam wreszcie począł
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional