lektory on-line

Krzyżacy - Strona 274

- Przecie przysłaliście po nią do leśnego dworca ludzi i pismo!
- W imię Ojca i Syna! - odpowiedział Jurand. - Zgoła po nią nie posyłałem.
Wówczas księżna przybladła nagle.
- Co to jest? - rzekła - zali wyście pewni, że przytomnie mówicie?
- Na miłosierdzie boskie, gdzie dziecko? - zawołał, zrywając się, Jurand.
Ojciec Wyszoniek, usłyszawszy to, wyszedł pospiesznie z izby, a księżna mówiła dalej:
- Słuchajcie: przybył poczet zbrojny i pisanie od was do leśnego dworca po Danuśkę. W
piśmie było, że was belki w pożarze przytłukły... żeście na wpół oślepli i że chcecie
dziecko widzieć... Wzięli Danuśkę i pojechali...
- Gorze! - zawołał Jurand. - Jako Bóg na niebie, tak ni ognia nijakiego w Spychowie nie
było, ni ja po nią nie posyłałem!
A wtem wrócił ksiądz Wyszoniek z listem, który podał Jurandowi, i zapytał:
- Nie waszego to księdza pisanie?
- Nie wiem.
- A pieczęć.
- Pieczęć moja. Co w piśmie stoi? Ojciec Wyszoniek odczytał pismo, Jurand słuchał,
chwytając się za włosy, po czym rzekł:
- Pismo zmyślone!... pieczęć udana! Gorze duszy mojej! Chwycili mi dziecko i zatracą!
- Kto?
- Krzyżaki!
- Rany boskie! Księciu trzeba oznajmić! Niech posłów śle do mistrza! - zawołała pani. -
Jezu miłosierny, ratujże ją i wspomagaj!...
I to rzekłszy, wybiegła z krzykiem z izby. Jurand wyskoczył z łoża i począł gorączkowo
wciągać szaty na swój olbrzymi grzbiet. Zbyszko siedział jak skamieniały, ale po chwili
zaciśnięte zęby jego poczęły zgrzytać złowrogo.
- Skąd wiecie, że Krzyżaki ją porwały? - zapytał ksiądz Wyszoniek.
- Na mękę Bożą przysięgnę!
- Czekajcie!... Może być. Przyjeżdżali skarżyć się na was do leśnego dworca... Chcieli
pomsty na was...
- I oni ją porwali! - zawołał nagle Zbyszko.
To rzekłszy, wybiegł z izby i poskoczywszy do stajen, kazał zaprzęgać wozy i konie
siodłać, sam nie wiedząc dobrze, dlaczego to czyni. Rozumiał tylko, że trzeba iść na
ratunek Danusi - i to zaraz - i aż do Prus - i tam wyrwać ją z wrogich rąk albo zginąć.
Po czym wrócił do komnaty, by powiedzieć Jurandowi, że oręż i konie zaraz będą gotowe.
Był pewien, że Jurand z nim pojedzie. W sercu wrzał mu gniew, ból i żal - ale
jednocześnie nie tracił nadziei, zdawało mu się bowiem, że we dwóch z groźnym rycerzem ze
Spychowa potrafią wszystkiego dokazać - i że mogą się porwać choćby na całą potęgę
krzyżacką.
W izbie, prócz Juranda, ojca Wyszońka i pani, zastał także księcia i pana de Lorche oraz
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional