lektory on-line

Krzyżacy - Strona 221

szumu drzew nad głowami, więc Przasnyszanie zwozili na ową leśną krawędź słynne swe piwa,
mąkę mieloną w miejskich wiatrakach lub na wodnych młynach na Węgierce, sól rzadką w
puszczy i poszukiwaną chciwie, żelaziwo, rzemienie i tym podobny owoc ludzkiej
przemyślności, a brali w zamian skóry, kosztowne futra, suszone grzyby, orzechy, zioła w
chorobach przydatne lub bryłki bursztynu, o które między Kurpiami nie było zbyt trudno. Z
tego powodu około książęcego dworca wrzał jakby ustawiczny targ, który potęgował się
jeszcze w czasie książęcych łowów, gdy i obowiązek, i ciekawość wywabiały mieszkańców z
głębin leśnych.
De Lorche słuchał opowiadań Maćkowych, przypatrując się z zajęciem postaciom osaczników,
którzy żyjąc w zdrowym, żywicznym powietrzu i karmiąc się, jak zresztą większość chłopów
ówczesnych, przeważnie mięsem - zdumiewali nieraz zagranicznych wędrowców wzrostem i
siłą, Zbyszko zaś, siedząc przy ogniu, spoglądał ustawicznie na drzwi i okna dworca,
zaledwie mogąc wytrwać na miejscu. Świeciło się tylko jedno okno, widocznie od kuchni,
gdyż dym wychodził przez szpary między nie dość szczelnie dopasowanymi szybami. Inne były
ciemne, połyskujące tylko od blasków dnia, który bielał z każdą chwilą i posrebrzał coraz
mocniej ośnieżoną puszczę za dworem. W małych drzwiach wybitych w bocznej ścianie
domostwa ukazywała się czasem służba w barwie książęcej - i z wiadrami lub cebrami na
powerkach biegła po wodę do studzien. Ludzie ci, zapytywani, czy wszyscy śpią jeszcze,
odpowiadali, że dwór strudzon wczorajszymi łowami spoczywa dotąd, ale że już warzy się
strawa na ranny posiłek przed wyruszeniem.
Jakoż przez okno kuchenne począł wydobywać się zapach tłuszczów i szafranu, który
rozszedł się daleko między ogniskami. Skrzypnęły wreszcie i otwarły się drzwi główne,
odkrywając wnętrze suto oświeconej sieni - i na ganek wyszedł człowiek, w którym Zbyszko
na pierwszy rzut oka poznał jednego z rybałtów, których w swoim czasie widział między
służbą księżny w Krakowie. Na ów widok, nie czekając na Maćka z Turobojów ni na de
Lorche, skoczył Zbyszko z takim pędem ku dworowi, że aż zdziwiony Lotaryńczyk zapytał:
- Co się stało temu młodemu rycerzowi?
- Nic się nie stało - odrzekł Maćko z Turobojów - jeno miłuje jedną dwórkę księżny i rad
by ją jako najprędzej uwidzieć.
- Ach! - odpowiedział de Lorche, przykładając obie dłonie do serca.
I podniósłszy oczy w górę, począł wzdychać raz po razu tak żałośnie, że aż Maćko wzruszył
ramionami i w duchu rzekł:
"Zaliby do swojej starki tak wzdychał? Nużby szczerze był niespełna rozumu?"
Ale tymczasem wprowadził go do dworca i obaj znaleźli się w obszernej sieni, przybranej
rogami turów, żubrów, łosi i jeleni, i oświeconej przez płonące na potężnym kominie suche
kłody. W środku stał nakryty kilimkiem stół z przygotowanymi misami do jadła, w sieni
było zaledwie kilku dworzan, z którymi rozmawiał Zbyszko. Maćko z Turobojów zapoznał ich
z panem de Lorche, ale że nie umieli po niemiecku, musiał sam dalej dotrzymywać mu
towarzystwa. Jednakże dworzan przybywało co chwila, chłopów po większej części na schwał,
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional