lektory on-line

Krzyżacy - Strona 129

rozleje raz jeszcze znienawidzoną krew polską i wróci okryty chwałą. Wszak ci to sąd
Boży, więc i Zakon będzie zarazem z podejrzeń oczyszczon... "Sąd Boży!..." Na jedno
mgnienie oka stare serce ścisnęło się uczuciem podobnym do trwogi. Oto Rotgier stanąć ma
do walki śmiertelnej w obronie niewinności krzyżackiej, a przecie oni winni, będzie zatem
walczył za kłamstwo... Nuż-by stało się nieszczęście. Lecz po chwili Zygfrydowi wydało
się to znów niemożliwym. Rotgier nie może być zwyciężony.
Uspokoiwszy się w ten sposób, stary Krzyżak zamyślił się jeszcze nad tym, czyby nie
lepiej wysłać tymczasem Danusi do którego odleglejszego zamku, który by w żadnym razie
nie mógł ulec zamachowi Mazurów. Lecz po chwili zastanowienia zaniechał i tej myśli.
Obmyślić zamach i stanąć na czele mógłby jeno mąż Jurandówny, a on przecie zginie pod
ręką Rotgiera... Potem będą tylko ze strony księcia i księżny dochodzenia, przepytywania,
pisania, skargi, ale przez to właśnie sprawa zatrze się i zaciemni, nie mówiąc o odwłoce
niemal bez końca. "Wpierw, nim do czego dojdą - rzekł sobie Zygfryd -ja umrę, a może
Jurandówna postarzeje się w krzyżackim zamknięciu". Kazał jednakże, by wszystko było
gotowe w zamku do obrony, a również i do drogi, nie wiedział bowiem dokładnie, co może z
narady z Rotgierem wypaść, i czekał.
Tymczasem upłynęły od terminu, na który obiecywał pierwotnie Rotgier wrócić, dni dwa, po
czym trzy i cztery, a żaden orszak nie ukazywał się przed szczytnieńską bramą. Dopiero
piątego, prawie już zmroku, rozległ się odgłos rogu przed basztą odźwiernego. Zygfryd,
który ukończył był właśnie przedwieczorne czynności, wysłał natychmiast pachołka, aby się
dowiedział, kto przybył.
Pachołek wrócił po chwili z twarzą zmieszaną, ale zmiany tej nie mógł Zygfryd dostrzec,
gdyż w izbie ogień palił się w głębokim kominie i mało rozświecał mrok.
- Przyjechali? - spytał stary rycerz.
- Tak! - odpowiedziało pacholę.
Lecz w głosie jego było coś takiego, co nagle zaniepokoiło Krzyżaka, więc rzekł:
- A brat Rotgier?
- Przywieźli brata Rotgiera.
Na to Zygfryd podniósł się z krzesła. Przez długą chwilę trzymał dłonią za poręcz, jakby
obawiał się upaść, po czym ozwał się przytłumionym głosem:
- Daj mi płaszcz.
Pachołek zarzucił mu płaszcz na ramiona, on zaś widocznie odzyskał już siły, gdyż sam
nasunął kaptur na głowę i wyszedł z izby.
Po chwili znalazł się na dziedzińcu zamkowym, na którym mrok uczynił się już zupełny, i
szedł przez skrzypiący śnieg powolnym krokiem ku orszakowi, który przejechawszy bramę,
zatrzymał się w jej pobliżu. Stała tam już gęsta gromada ludzi i świeciło kilka pochodni,
które żołnierze z załogi zdążyli przynieść. Na widok starego rycerza knechtowie
rozstąpili się. Przy blasku pochodni widać było jednak trwożne oblicza i ciche głosy
szeptały w pomroce:
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional