lektory on-line

Krzyżacy - Strona 226

sławę u ludzi, a między zakonnikami Hugo de Danveld najgorszą. Był on przed kilku laty
pomocnikiem wójta w Sambii i tam skargi na niego stały się tak głośne, że pomimo całej
pobłażliwości, z jaką patrzano na podobne sprawy w Malborgu, musiano go przenieść na
dowódcę zamkowej załogi w Szczytnie. Przybywszy w ostatnich dniach z tajnymi zleceniami
na dwór księcia i ujrzawszy cudną Jurandównę, zapałał do niej żądzą, dla której wiek
Danusi nie był żadnym hamulcem, albowiem w tych czasach młodsze od niej wychodziły za
mąż. Lecz że zarazem wiedział Danveld, jaki był ród dziewczyny, i że imię Juranda łączyło
się ze strasznym wspomnieniem w jego pamięci, więc i jego żądza wyrosła na podkładzie
dzikiej nienawiści. A de Lorche począł go właśnie wypytywać o te dzieje.
- Nazwaliście, panie, tę piękną dziewicę córką diabła; dlaczegoście ją tak nazwali?
Danveld począł na to opowiadać historię Złotoryi: jako przy odbudowywaniu zamku porwano
szczęśliwie księcia wraz z dworem i jako w tym zdarzeniu zginęła matka Jurandówny, za
którą Jurand mścił się od owej pory w okropny sposób na wszystkich rycerzach zakonnych. I
nienawiść buchała z Krzyżaka przy tym opowiadaniu jak płomień, albowiem miał i osobiste
do niej powody. Oto i on sam zetknął się przed dwoma laty z Jurandem, ale wówczas na
widok strasznego "Dzika ze Spychowa" pierwszy raz w życiu upadło w nim serce tak
nikczemnie, że opuścił dwóch swoich krewnych, ludzi, łupy i jak obłąkany uciekał dzień
cały aż do Szczytna, gdzie z trwogi na długi czas zachorzał. Gdy przyszedł do zdrowia,
wielki marszałek Zakonu oddał go pod sąd rycerski, którego wyrok uniewinnił go wprawdzie,
gdy Danveld poprzysiągł na krzyż i cześć, że rozhukany koń uniósł go z pola walki - ale
zamknął mu drogę do wyższych dostojeństw w Zakonie. Krzyżak zamilczał wprawdzie teraz o
tych wypadkach przed panem de Lorche, natomiast wypowiedział tyle skarg na okrucieństwo
Juranda i zuchwałość całego polskiego narodu, że wszystko to zaledwie mogło pomieścić się
w głowie Lotaryńczyka.
- My wszelako - rzekł po chwili - jesteśmy u Mazurów, nie u Polaków?
- To osobne księstwo, ale jeden naród - odpowiedział starosta - jednaka ich bezecność i
jednaka przeciw Zakonowi zawziętość. Bóg daj, aby niemiecki miecz całe to plemię wygubił!
- Słusznie mówicie, panie; bo żeby ten książę, który na pozór zacny się wydaje, śmiał
zamek przeciw wam w waszych ziemiach wznosić - o podobnym bezprawiu nawet i między
poganami nie słyszałem.
- Zamek on wznosił przeciw nam, ale Złotoryja leży w jego, nie w naszych ziemiach.
- Tedy chwała Chrystusowi, że wam dał nad nim zwycięstwo. Jakoże skończyła się ta wojna?
- Nie było wówczas wojny.
- A wasze zwycięstwo pod Złotoryją?
- Bóg nam właśnie i w tym pobłogosławił, że książę był bez wojska, jeno z dworem i
niewiastami.
Na to de Lorche spojrzał ze zdumieniem na Krzyżaka.
- Jak to? Więc w czasie pokoju napadliście na niewiasty i na księcia, który we własnych
ziemiach zamek budował?
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional