lektory on-line

Krzyżacy - Strona 450

A młodzian zamknął na chwilę oczy jakby w zamyśleniu i wreszcie odrzekł:
- Na nic widać zbawionym duszom krew ludzka. Nastała chwila milczenia.
- To po cóżeś na tę wojnę chodził? - zapytał wreszcie Maćko.
- Po co? - odpowiedział z pewnym ożywieniem Zbyszko - ja sam myślałem, że mi ulży! sam
myślałem, że i Danuśkę, i siebie ucieszę... A potem aże mi się dziwno uczyniło. Wyszedłem
z podziemia od tych trucheł i tak samo mi ciężko było jako i przedtem. Tak ci to widać
jest, że na nic zbawionym duszom krew ludzka.
- Musiał ci to ktoś powiedzieć, bo sam byś tego nie wymyślił.
- Samem wymiarkował z tego właśnie, że mi się świat nie wydał weselszy potem niż
przedtem. Ksiądz Kaleb tylko mi przytwierdził.
- Zabić nieprzyjaciela na wojnie nie grzech to żaden, ba ! nawet chwalebna rzecz, a to
przecie nieprzyjaciele naszego plemienia.
- Ja też za grzech sobie tego nie mam i nie żałuję ich.
- Jeno ciągle Danuśki?
- Jużci: jako ją sobie wspomnę, to mi żal. Ale wola boska! Lepiej jej na dworcu
niebieskim i - już ja do tego przywykł.
- To czemu się ze smutków nie otrząchniesz? Czego ci trzeba?
- Bo ja wiem...
- Wypocznienia ci nie brak, a krzypota cię rychło popuści. Idź do łaźni, wykąp się, wypij
łagiewkę miodu na poty - i hoc!
- No i co?
- I wnet wesołości nabierzesz.
- A skąd jej wezmę? W sobie ci jej nie znajdę, a pożyczyć mi jej - nikt nie pożyczy.
- Bo ty coś skrywasz! Zbyszko ruszył ramionami.
- Nie mam wesołości, ale nie mam też nic do skrywania. I powiedział to tak szczerze, że
Maćko od razu przestał posądzać go o tajemnicę, a natomiast począł się gładzić szeroką
dłonią po siwej czuprynie, jak miał zwyczaj czynić zawsze, gdy się nad czymś mocno
namyślał, i w końcu rzekł:
- To ja ci powiem, czego ci brak: tobie się jedno skończyło, a drugie się jeszcze nie
zaczęło - rozumiesz?
- Nie bardzo, ale może być! - odpowiedział młodzianek. I przeciągnął się jak człowiek,
którego ogarnia sen. Maćko jednak był pewien, że odgadł prawdziwą przyczynę, i rad był
ogromnie, albowiem przestał się zupełnie niepokoić. Nabrał też jeszcze większej niż
przedtem ufności do własnego rozumu i mówił sobie w duchu: "Nie dziwować się ludziom, że
się mnie radzą!"
A gdy po owej rozmowie wieczorem tego samego dnia przyjechała Jagienka -jeszcze nim
zdążyła zsiąść z konia, powiedział jej, że wie, czego Zbyszkowi brakuje.
Więc dziewczyna zsunęła się w jednej chwili z siodła i nuż dopytywać:
- No co? czego? mówcie!
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional