lektory on-line

Krzyżacy - Strona 244

szeroko otwartych oczach. Brat Rot-gier popatrzył na niego i rzekł:
- Uważcie, pobożni bracia, jako Bóg karze sam zamiar zdrady.
- Cośmy uczynili, uczyniliśmy dla dobra Zakonu - odrzekł Gotfryd. - Chwała tym...
Lecz przerwał, bo w tej samej chwili z tyłu za nimi, na zakręcie śnieżnej drogi, ukazał
się jakiś jeździec, który pędził co koń wyskoczy. Ujrzawszy go, Hugo de Danveld zawołał
prędko:
- Ktokolwiek ten człowiek jest - musi zginąć.
A de Lowe, który, lubo najstarszy między braćmi, miał wzrok nadzwyczaj bystry, rzekł:
- Poznaję go: to ów giermek, który tura toporem zabił. Tak jest: to on!
- Pochowajcie noże, aby się nie spłoszył - mówił Danveld. - Ja znów pierwszy uderzę, wy
za mną.
Tymczasem Czech dojechał i o dziesięć lub ośm kroków zaparł konia w śnieg. Dojrzał trupa
w kałuży krwi, konia bez jeźdźca i zdumienie odbiło mu się na twarzy, ale trwało tylko
przez jedno mgnienie oka. Po chwili zwrócił się do braci, tak jakby nic nie widział, i
rzekł:
- Czołem, mężni rycerze!
- Poznaliśmy cię - odpowiedział, zbliżając się z wolna Danveld. - Masz-li co do nas?
- Wysłał mnie rycerz Zbyszko z Bogdańca, za którym kopię noszę, a który od tura na łowach
pobit sam nie mógł ku wam.
- Czego chce od nas twój pan?
- Za to, żeście niesłusznie Juranda ze Spychowa oskarżyli z ujmą dla jego rycerskiej
czci, pan mój każe wam powiedzieć, iżeście nie jako prawi rycerze czynili, ale jako psi
szczekali; a któren by był krzyw o te słowa, tego pozywa na walkę pieszą alibo konną, aż
do ostatniego tchu, do której stanie, gdzie mu wskażecie, gdy tylko za łaską i
zmiłowaniem Bożym dzisiejsza krzypota go popuści.
- Powiedz panu swemu, że rycerze zakonni obelgi cierpliwie
dla imienia Zbawiciela znoszą, zasię do walki bez osobliwego pozwoleństwa mistrza albo
wielkiego marszałka stawać nie mogą, o które to pozwoleństwo jednakże będziem do Malborga
pisali.
Czech znów spojrzał na trupa pana de Fourcy, albowiem do niego to głównie był posłany.
Zbyszko wiedział już przecie, że zakonnicy do pojedynków nie stają, zasłyszawszy jednak,
że był między nimi rycerz świecki, jego szczególniej chciał pozwać, sądząc, że tym sobie
ujmie i zjedna Juranda. Tymczasem rycerz ów leżał oto teraz zarżnięty jak wół między
czterema Krzyżakami.
Czech nie zrozumiał wprawdzie, co zaszło, ale ponieważ był od dziecka ze wszelkimi
niebezpieczeństwy oswojon, więc zwietrzył jakieś niebezpieczeństwo. Zdziwiło go też i to,
że Danveld, mówiąc z nim, zbliżał się coraz bardziej ku niemu, inni zaś poczęli zjeżdżać
na boki, jakby go chcieli nieznacznie okrążyć. Z tych powodów począł się mieć na
baczności, zwłaszcza że nie miał przy sobie broni, bo jej w pośpiechu wziąć nie zdążył.
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional