lektory on-line

Krzyżacy - Strona 371

ją też; a jeśli będzie, to na gałąź!
- Prędzej też może Danuśkę strach opuści i prędzej się opamięta, gdy nie obaczy tych
dwojga. Ale jeśli służkę zabierzesz, jakoże bez pomocy niewieściej się obejdzie?
- Nie bez tego, byście w puszczach nie spotkali jakich miejscowych albo zbiegłych chłopów
z babami. Weźmiecie pierwszą lepszą, a już każda będzie lepsza od tej. Tymczasem pana
Zbyszkowa opieka wystarczy.
- Dziś jakoś roztropniej mówisz niż zwyczajnie. Prawda i to. Może się prędzej obaczy,
widząc Zbyszka wciąż przy sobie. Potrafi ci on być dla niej jako ojciec i matka. Dobrze.
A kiedy ruszysz?
- Nie będę świtania czekał, ale teraz przy legnę trochę. Nie ma jeszcze chyba północka.
- Wóz, jako mówiłem, już świeci, ale Kurki jeszcze nie wzeszły.
- Chwała Bogu, żeśmy cokolwiek uradzili, bo okrutnie było mi markotno.
I to rzekłszy, Czech wyciągnął się przy dogasającym ognisku, nakrył się kudłatą skórą i w
mig zasnął. Niebo jednak nie pobielało jeszcze ani trochę i noc była głęboka, gdy zbudził
się, wylazł spod skóry, spojrzał ku gwiazdom i przeciągnąwszy ze-sztywniałe nieco
członki, zbudził Maćka.
- Czas mi się zbierać! - rzekł.
- A dokąd? - zapytał na wpół przytomnie Maćko, przecierając pięściami oczy.
- Do Spychowa.
- A prawda! Kto tu tak chrapie obok? Umarłego by rozbudził.
- Rycerz Arnold. Dorzucę gałęzi na głownie i idę do pachołków.
Jakoż odszedł, po chwili wrócił jednak pośpiesznym krokiem i począł wołać z daleka cichym
głosem:
- Panie, jest nowina - i to zła!
- Co się stało? - zawołał, zrywając się, Maćko.
- Służka uciekła. Wzięli ją pachołcy między konie i rozwiązali jej nogi, żeby ich pioruny
zatrzasły! a gdy się pospali, wyczołgała się jako wąż spomiędzy nich i uciekła. Pójdźcie,
panie.
Zaniepokojony Maćko ruszył spiesznie z Hlawą do koni, ale zastali przy nich jednego tylko
pachołka. Inni rozbiegli się szukać zbiegłej. Głupie to jednak było szukanie w
ciemnościach i w gęstwinie; jakoż popowracali wkrótce z po spuszczanymi głowami. Maćko
począł ich okładać w milczeniu pięścią, po czym wrócił do ogniska, gdyż nie było nic
innego do zrobienia.
Po chwili nadszedł Zbyszko, który strażował przed chatą i nie mógł spać, a usłyszawszy
stąpania, chciał wiedzieć, co to jest. Maćko opowiedział mu, co uradzili razem z Czechem,
potem zaś oznajmił o ucieczce służki zakonnej.
-Nieszczęście wielkie nie jest - rzekł - bo albo zdechnie z głodu w lesie, albo znajdą ją
chłopi, którzy dadzą jej łupnia, jeśli wpierw nie znajdą jej wilcy. Źal jeno, że ją kara
w Spychowie minęła.
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional