lektory on-line

Krzyżacy - Strona 378

"Powiedz to komu innemu" - i po chwili poczęli się układać. Była to dla starego rycerza
ciężka i drażliwa rzecz, bo z jednej strony czuły był wielce na wszelką stratę, z drugiej
zaś rozumiał, że nie wypada mu siebie i Zbyszka zbyt mało cenić. Wił się tedy jak
piskorz, tym bardziej że Wolfgang, lubo niby ludzki i gładki w mowie, okazał się
niepomiernie chciwym i twardym jako kamień. Jedyną pociechą była Maćkowi myśl, że zapłaci
za to wszystko de Lorche, ale i tak żałował straconej nadziei zysku, na przybytek zaś z
wykupu Zygfryda nie liczył, myślał bowiem, że Jurand, a nawet i Zbyszko za żadną cenę nie
wyrzekną się jego głowy.
Po długich układach zgodził się wreszcie na ilość grzywien i na termin, i zawarowawszy
wyraźnie, ilu pachołków i ile koni ma wziąć Zbyszko, poszedł mu to oznajmić, przy czym
widocznie w obawie, aby Niemcom nie strzeliła jaka inna myśl do głowy, radził mu, aby
wyjeżdżał natychmiast.
- Tak to w rycerskim stanie - mówił, wzdychając - wczora tyś za łeb trzymał, dzisiaj
ciebie trzymają! Ano, trudno! Da Bóg, przyjdzie znów nasza kolej! Ale teraz czasu nie
trać. Wartko jadący, zgonisz Hlawę i przezpieczniej wam będzie razem, a byle raz z
puszczy się wydostać i w ludzkim kraju na Mazowszu stanąć, to przecie u każdego
szlachcica alibo włodyki znajdziecie gościnę i pomoc, i starunek. Obcym ci tego u nas nie
odmówią, a cóż dopiero swoim! Dla tej niebogi może też być w tym zbawienie.
Tak mówiąc, spoglądał na Danusię, która pogrążona w półśnie, oddychała szybko i
rozgłośnie. Przezroczyste jej ręce leżące na ciemnej niedźwiadkowej skórze drgały
gorączkowo.
Maćko przeżegnał ją i rzekł:
- Hej, bierz ją i jedź! Niechże to Bóg odmieni, bo widzi mi się, że cienko ona przędzie!
- Nie mówcie! - zawołał z rozpaczliwym przyciskiem Zbyszko.
- Moc boska! Każę ci tu konia podprowadzić, a ty jedź! I wyszedłszy z izby, zarządził
wszystko do odjazdu. Turczynkowie, podarowani od Zawiszy, podprowadzili konie z kołyską
wymoszczoną mchem i skórami, a pachołek Wit Zbyszkowego wierzchowca - i po chwili Zbyszko
wyszedł z izby, trzymając na ręku Danusię. Było w tym coś tak wzruszającego, że obaj
bracia von Baden, których ciekawość przywiodła przed chatę, ujrzawszy na wpół dziecinną
jeszcze postać Danuśki, jej twarz podobną istotnie do twarzy świętych panienek z
kościelnych obrazów i jej słabość tak wielką, że nie mogąc dźwignąć głowy, trzymała ją
wspartą ciężko na ramieniu młodego rycerza, poczęli spoglądać po sobie ze zdziwieniem i
burzyć się w sercach przeciw sprawcom jej niedoli. "Jużci, katowskie, nie rycerskie serce
miał Zygfryd - szepnął do brata Wolfgang - ową żmiję, chociażeś za jej przyczyną
uwolnion, każę rózgami osmagać". Wzruszyło ich i to także, że Zbyszko niesie Danusię na
ręku jak matka dziecko - i zrozumieli jego kochanie, gdyż obaj mieli jeszcze młodą krew w
żyłach.
On zaś zawahał się przez chwilę, czy chorą przed się wziąć na siodło i trzymać w drodze
przy piersi, czy też złożyć w kołysce. Namyślił się wreszcie na to ostatnie, mniemając,
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional