lektory on-line

Krzyżacy - Strona 277

- Hej! dmuchali i dmuchali w ogień, ale w końcu pyski poparzą.
- Zaprą się! - powtórzył ksiądz Wyszoniek.
- Jak raz Jurandowi oznajmią, że dziewka u nich, to się nie będą mogli zaprzeć -
odpowiedział nieco niecierpliwie Mikołaj z Długolasu. - Wierzę, że jej na pograniczu nie
trzymają - i że, jako słusznie wymiarkował Jurand, do dalszych zamków albo na morskie
mierzeje ją wywieźli, ale gdy będzie dowód, że to oni - to się przed mistrzem nie zaprą.
A Jurand począł powtarzać jakimś dziwnym i zarazem strasznym głosem:
- Danveld, Lowe, Gotfryd i Rotgier...
Mikołaj z Długolasu polecił jeszcze wysłać bywałych a przebiegłych ludzi do Prus, aby się
w Szczytnie i Insborku wywiedzieli, czy Jurandówna tam jest, a jeśli nie, to dokąd
została wywieziona; po czym książę wziął kostur w rękę i wyszedł, by wydać odpowiednie
rozkazy, księżna zaś zwróciła się do Juranda, chcąc go dobrym słowem pokrzepić:
- Jakoże wam jest? - spytała
Ów zaś przez chwilę nic nie odpowiedział, jakby nie słyszał
pytania, a potem nagle rzekł:
- Jakoby mnie kto w dawną ranę ugodził.
- Ale ufajcie w miłosierdzie boskie; wróci Danuśka, jeno im de Bergowa oddajcie.
- Nie pożałowałbym im i krwi.
Księżna zawahała się, czyby mu zaraz o ślubie nie wspomnieć, ale pomyślawszy nieco, nie
chciała przyrzucać nowego zmartwienia do ciężkich już i tak nieszczęść Juranda i przy tym
ogarnął ją jakiś strach. "Będą jej szukali ze Zbyszkiem, niech mu Zbyszko przy
sposobności powie - rzekła sobie - a ninie w głowie by się mu mogło do reszty pomieszać".
Więc wolała
mówić o czym innym.
- Wy nas nie winujcie - rzekła. - Przyjechali ludzie w waszych barwach, z pismem z waszą
pieczęcią oznajmującym, ja-koście chorzy, jako oczy wam gasną i jako na dziecko raz
jeszcze spojrzeć chcecie. Jakże się było przeciwić i ojcowego przykazania nie spełnić?
Jurand zaś podjął ją pod nogi.
- Ja nikogo nie winuję, miłościwa pani.
- I to wiedzcie, że Bóg ją wam odda, bo oko Jego jest nad nią. Ześle on jej poratowanie,
jako na ostatnich łowach zesłał, gdy srogi tur na nas uderzył - a Pan Jezus natchnął
Zbyszka, żeby nas bronił. Sam ci o mało nie stradał żywota i długo potem chorzał, ale
Danuśkę i mnie obronił, za co mu książę dał pas i ostrogi. Widzicie!... Ręka boska jest
nad nią. Pewnie, że dziecka żal. Myślałam, że z wami przyjedzie, że ją obaczę, najmilszą,
a tymczasem...
I głos jej zadrżał, i łzy puściły się z oczu, a w Jurandzie tłumiona dotychczas rozpacz
zerwała się na chwilę, nagła i straszna jak wicher. Chwycił rękoma swe długie włosy, a
głową począł bić w belki ściany, jęcząc i powtarzając chrapliwym głosem:
-Jezu! Jezu! Jezu!...
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional