lektory on-line

Krzyżacy - Strona 131

- Jać, dziecko, pytam: zali już w kaplicy?
- Tak jest, panie.
- To dobrze. Powiedzże Diederichowi, by tu przyszedł z kluczami i latarnią i by czekał,
póki nie wrócę. Niech ma także i kociełek z węglami. Czy w kaplicy już jest światło?
- Goreją świece wedle trumny.
Zygfryd zawdział płaszcz i wyszedł.
Przyszedłszy do kaplicy, rozejrzał się od drzwi, czy nie ma nikogo, potem zamknął je
starannie, zbliżył się do trumny, odstawił dwie świece z sześciu, które przy niej gorzały
w wielkich miedzianych lichtarzach, i kląkł przy niej.
Wargi nie poruszały mu się wcale, więc się nie modlił. Przez czas jakiś patrzył tylko w
skrzepłą, ale piękną jeszcze twarz Rotgiera, jakby chciał śladów życia w niej dopatrzyć.
Po czym wśród ciszy kaplicznej począł wołać przyciszonym głosem:
- Synaczku! Synaczku!
I umilkł. Zdawało się, że czeka odpowiedzi.
Następnie, wyciągnąwszy ręce, wsunął wychudłe, podobne do szponów palce pod płaszcz
okrywający piersi Rotgiera i począł ich nimi dotykać: szukał wszędzie, w pośrodku i z
boków, poniżej żeber i wedle obojczyków, zmacał na koniec przez sukno szczelinę ciągnącą
się od wierzchu prawego barku aż pod pachę, zagłębił palce, przesunął je przez całą
długość rany i znów jął mówić głosem, w którym drgała jakby skarga:
- Oo... jakiż to niemiłosierny cios!... A mówiłeś, że tamten-prawy dzieciuch!... Całe
ramię! całe ramię! Tyle razy wznosiłeś je na pogan w obronie Zakonu. A teraz odrąbał ci
je polski topór... I ot ci koniec! Ot ci kres! Nie błogosławił ci On, bo mu może nie
chodzi o nasz Zakon. Opuścił i mnie, chociażem mu służył od długich lat.
Słowa urwały mu się na ustach, wargi poczęły drżeć i w kaplicy znów uczyniło się głuche
milczenie.
- Synaczku! Synaczku!
W głosie Zygfryda była teraz prośba, a zarazem wołał jeszcze ciszej, jak ludzie, którzy
dopytują się o jakąś ważną i straszną tajemnicę:
- Jeśliś jest, jeśli mnie słyszysz, daj znak: porusz ręką albo otwórz na jedno mgnienie
oczy - bo mi skowycze serce w starych piersiach... daj znak, jam cię miłował - przemów!...
I wsparłszy dłonie na krawędziach trumny, utkwił swe sępie oczy w zamkniętych powiekach
Rotgiera i czekał.
- Ba! jakoże masz przemówić - rzekł wreszcie - bije od ciebie mróz i zaduch. Ale skoro ty
milczysz, to ja ci coś powiem, a dusza twoja niech tu przyleci między gorejące świece i
słucha.
To rzekłszy, pochylił się do twarzy trupa.
- Pamiętasz, jako kapelan nie dał dobić Juranda i jakośmy mu przysięgli. I dobrze:
dotrzymam przysięgi, ale ciebie uraduję, gdzieśkolwiek jest.
To rzekłszy, cofnął się od trumny, przystawił na powrót lichtarze, które był poprzednio
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional