lektory on-line

Krzyżacy - Strona 143

- Do Bogdańca?... -1 co jeszcze?
- Wysłał po radę... i z pokłonem, z pozdrowieniem.
- Do Bogdańca, i tyla? No - dobrze. A sam gdzie?
- Między Krzyżaki pojechał do Malborga. Na twarzy Jagienki odbił się znów niepokój.
- Zali mu życie niemiłe? Czegóż?
- Szukać, miłościwa panienko, tego, czego nie odnajdzie.
- Wiera, nie odnajdzie! - wtrącił Maćko. - Jako ćwieka nie utwierdzisz bez młota, tako i
woli ludzkiej bez boskiej.
- Cóże prawicie? - zapytała Jagienka.
Lecz Maćko na pytanie odpowiedział takim pytaniem:
- Gadałże ci co Zbyszko o Jurandównie, bo jako słyszałem, to gadał?
Jagienka zrazu nie odpowiedziała nic i dopiero po chwili, przytłumiwszy westchnienie,
odrzekła:
- Ej! gadał! A co mu wadziło gadać!
- To i dobrze, bo przez to łacniej mi prawić - odrzekł stary. I począł jej opowiadać, co
od Czecha słyszał, sam dziwiąc się, że chwilami opowiadanie przychodzi mu jakoś
nieskładnie i trudno. Źe jednak istotnie był człek chytry, a szło mu o to, by na wszelki
wypadek nie "zlisić" Jagienki, więc mocno nastawał na to, w co zresztą sam wierzył, że
Zbyszko w rzeczy nigdy nie był mężem Danusi i że ona przepadła już na wieki.
Czech przyświadczał mu kiedy niekiedy, to kiwając głową, to powtarzając: "Przez Bóg, jako
żywo" lub: "Tak ono, nie inak" - dziewczyna zaś słuchała ze spuszczonymi rzęsami na
jagody, o nic już nie dopytująca i tak cicha, że aż jej milczenie zaniepokoiło Maćka.
- No i cóż ty? - pytał, skończywszy opowiadanie. A ona nie odrzekła nic, tylko dwie łzy
zabłysły jej pod spuszczonymi rzęsami i stoczyły się po policzkach.
Po chwili zaś zbliżyła się do Maćka i pocałowawszy go w rękę, rzekła:
- Niech będzie pochwalony.
- Na wieki wieków - odrzekł stary. - Tak ci to pilno do domu? Ostańże z nami.
Lecz ona nie chciała zostać, tłumacząc się, że w domu nie wydała na wieczerzę. Maćko zaś,
choć wiedział, że w Zgorzelicach jest stara szlachcianka Sieciechowa, która mogłaby ją
zastąpić, nie zatrzymywał jej zbyt natarczywie, rozumiejąc, że smutek nierad świeci
ludziom łzami i że człowiek jest jako ryba, która, poczuwszy w sobie grot ości, chowa się
jak może najgłębiej na dno.
Więc pogładził tylko dziewczynę po głowie, a następnie odprowadził ją wraz z Czechem na
dziedziniec. Ale Czech wywiódł konia ze stajni, dosiadł go i pojechał za panienką.
Maćko zaś, wróciwszy, westchnął i kiwając głową, począł mruczeć:
- Głupi ten Zbyszko to ci jest!... Aże pachnie po onej dziewce w izbie!
I rozżalił się stary w sobie. Pomyślał, że gdyby tak Zbyszko zaraz po powrocie był ją
brał, to może by już do tego czasu była radość i uciecha! Zaś teraz co? Byle go
wspomnieć, to wnet jej łza z oka kapnie, a chłopisko światami chodzi i będzie tam gdzieś
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional