lektory on-line

Krzyżacy - Strona 9

klasztorze, ale w zwyczajnej gospodzie, niegodnej jej majestatu. Nie brak przecie w
klasztorze domów i gmachów, w których nawet pospolity człowiek znajdzie gościnę, a cóż
dopiero majestat, zwłaszcza zaś małżonki księcia, od którego przodków i pokrewnych tylu
dobrodziejstw opactwo doświadczyło.
Lecz księżna odpowiedziała wesoło:
- My jeno tu nogi wstąpili rozprostować, a na ranek trzeba nam do Krakowa. Wyspaliśmy się
w dzień i jedziemy nocą dla chłodu, a że to już kury piały, nie chciałam pobożnych
zakonników budzić, zwłaszcza z taką kompanią, która więcej o śpiewaniu i pląsach niżeli o
odpocznieniu myśli.
Gdy jednak zakonnik nalegał ciągle, dodała:
- Nie. Tu już ostaniem. Dobrze czas na słuchaniu świeckich pieśni zejdzie, ale na
jutrznię do kościoła przyjdziemy, aby dzień z Bogiem zacząć.
- Będzie msza za pomyślność miłościwego księcia i miłościwej księżnej - rzekł zakonnik.
- Książę mój małżonek dopiero za cztery albo pięć dni zjedzie.
- Pan Bóg potrafi i z daleka szczęście zdarzyć, a tymczasem niech nam, ubogim, wolno
będzie choć wina z klasztoru przynieść.
- Radzi odwdzięczym - rzekła księżna.
Gdy zaś zakonnik wyszedł, poczęła wołać:
- Hej, Danusia! Danusia! wyleź no na ławkę i uwesel nam serce tą samą pieśnią, którą w
Zatorze śpiewałaś.
Usłyszawszy to, dworzanie prędko postawili na środku izby ławkę. Rybałci siedli po jej
brzegach, między nimi zaś stanęła owa młódka, która niosła za księżną nabijaną
miedzianymi ćwieczkami lutnię. Na głowie miała wianeczek, włosy puszczone po ramionach,
suknię niebieską i czerwone trzewiczki z długimi końcami. Stojąc na ławce, wydawała się
małym dzieckiem, ale zarazem przecudnym jakby jakowaś figurka z kościoła albo z
jasełeczek. Widocznie też nie pierwszy raz przychodziło jej tak stać i śpiewać księżnie,
bo nie znać było po niej najmniejszego pomieszania.
- Dalej, Danusia! dalej! - wołały panny dworskie. Ona zaś wzięła przed się lutnię,
podniosła do góry głowę jak ptak, który chce śpiewać, i przymknąwszy oczęta, poczęła
srebrnym głosikiem:
Gdybym ci ja miała Skrzydłeczka jak gąska, Poleciałaby ja Za Jaśkiem do Śląska!
Rybałci zawtórowali jej zaraz, jeden na gęślikach, drugi na dużej lutni; księżna, która
miłowała nad wszystko świeckie pieśni, poczęła kiwać głową na obie strony, a dzieweczka
śpiewała dalej głosem cieniuchnym, dziecinnym i świeżym jak śpiewanie ptaków w lesie na
wiosnę:
Usiadłaby ci ja Na ślqskowskim plocie: "Przypatrz się, Jasiulku, Ubogiej sierocie ".
I znów wtórowali rybałci. Młody Zbyszko z Bogdańca, który przywykłszy od dzieciństwa do
wojny i srogich jej widoków, nigdy nic podobnego w życiu nie widział, trącił w ramię
stojącego obok Mazura i zapytał:
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional