lektory on-line

Krzyżacy - Strona 68

szlachetnych młodzianów... Boże, daj im wieczny odpoczynek. Amen!
- Amen! amen! - powtórzyli znów nowicjusze.
-1 mówcie także - dodał Zygfryd - że jakkolwiek Danveld chciał przycisnąć nieprzyjaciela
Zakonu, nikt tu jednak pierwszy miecza na Juranda nie wydobył.
- Będę mówił jeno to, co widziały oczy moje - odrzekł de Bergow.
- Przed północą zaś bądźcie w kaplicy, gdzie i my przyjdziemy modlić się za dusze
zmarłych - odpowiedział Zygfryd.
I wyciągnął do niego rękę, zarazem na znak podzięki i pożegnania, albowiem pragnął do
dalszej narady pozostać tylko z bratem Rotgierem, którego miłował jak źrenicę oka i jak
tylko ojciec mógł miłować jedynego syna. W Zakonie czyniono nawet z powodu tej
niezmiernej miłości różne przypuszczenia, ale nikt nic dobrze nie wiedział, zwłaszcza że
rycerz, którego Rotgier uważał za ojca, żył jeszcze na swym zameczku w Niemczech i nie
wypierał się tego syna nigdy.
Jakoż po odejściu Bergowa Zygfryd wyprawił również i dwóch nowicjuszów pod pozorem, aby
dopilnowali roboty trumien dla pobitych przez Juranda prostych knechtów, a gdy drzwi
zamknęły się za nimi, zwrócił się żywo do Rotgiera i rzekł:
- Słuchaj, coć powiem: jedna jest tylko rada, aby żadna żywa dusza nie dowiedziała się
nigdy, że prawdziwa Jurandówna była u nas.
- Nie będzie to trudno - odrzekł Rotgier - gdyż o tym, że ona tu jest, nie wiedział nikt
prócz Danvelda, Gotfryda, nas dwóch i tej służki zakonnej, która jej dozoruje. Ludzi,
którzy ją przywieźli z leśnego dworca, kazał Danveld popoić i powiesić. Byli tacy w
załodze, którzy się czegoś domyślali, ale tym pomieszała w głowie owa niedojda i sami nie
wiedzą teraz, czy stała się pomyłka z naszej strony, czy też jakiś czarownik naprawdę
przemienił Jurandównę.
- To dobrze - rzekł Zygfryd.
- Ja zaś myślałem, szlachetny komturze, czyby, ponieważ Danveld nie żyje, nie zwalić na
niego całej winy...
- I przyznać się przed całym światem, żeśmy w czasie pokoju i układów z księciem
mazowieckim porwali z jego dworu wychowankę księżny i ulubioną jej dwórkę? Nie, to nie
może być!... Na dworze widziano nas razem z Danveldem i wielki szpitalnik, jego krewny,
wie, iżeśmy przedsiębrali zawsze wszystko razem... Gdy oskarżym Danvelda, zechce się
mścić za jego pamięć...
- Radźmy nad tym - rzekł Rotgier.
- Radźmy i znajdźmy dobrą radę, bo inaczej biada nam! Gdyby Jurandównę oddać, to ona sama
powie, żeśmy nie od zbójów ją odebrali, jeno że ludzie, którzy ją pochwycili, zawiedli ją
wprost do Szczytna.
- Tak jest.
- I nie tylko o odpowiedzialność mi chodzi. Będzie się książę skarżył królowi polskiemu i
wysłańcy ich nie omieszkają krzyczeć na wszystkich dworach na nasze gwałty, na naszą
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional