lektory on-line

Krzyżacy - Strona 270

Jurand, jeśli, jak należało się spodziewać, zaprzężone były w konie najlepsze, kazał im
jechać naprzód; a może zostawił je gdzie przy chacie po drodze. Zbyszko sam nie wiedział,
co ma począć; w każdym razie chciał przepatrzyć pobliskie zaspy, olszniak, a potem
nawrócić i szukać po gościńcu.
Ale w zaspach nie znaleziono nic. W olszniaku błysnęły im jeno kilkakroć świeczki wilcze,
nigdzie jednak nie trafili na ślady ludzi i koni. Łąka między olszniakiem a gościńcem
lśniła się teraz w blasku księżyca i na białej, smutnej jej powierzchni widać było
wprawdzie z dala tu i ówdzie kilka ciemniejszych plam, ale były to także wilki, które za
zbliżeniem się ludzi poczynały szybko umykać.
- Wasza miłość! - rzekł wreszcie Czech - próżno tu jeździm i szukamy, bo panny ze
Spychowa nie było w orszaku.
- Na gościniec! - odpowiedział Zbyszko.
- Nie znajdziem i na gościńcu. Patrzałem ja dobrze, czy na których saniach nie było
jakowych łubów, a w nich białogłowskich przyodziewków. Nie było nic. Panna ostała w
Spychowie.
Zbyszka uderzyła trafność tej uwagi, więc odrzekł:
- Daj Bóg, aby tak było, jako mówisz.
A Czech poszedł jeszcze głębiej po rozum do głowy:
- Gdyby była gdzie w saniach, starszy pan nie byłby od niej odjechał albo odjeżdżając,
wziąłby ją przed siebie na koń i bylibyśmy ją przy nim znaleźli.
- Jedźmy tam jeszcze raz - rzekł Zbyszko zaniepokojonym głosem.
Na myśl bowiem przyszło mu, że może tak i było, jak mówił Czech. Nuż nie szukali dość
starannie! Nuż Jurand wziął przed siebie na konia Danusię, a potem, gdy koń padł, Danusia
odeszła od ojca, chcąc znaleźć dla niego jakowąś pomoc. W takim razie mogła znajdować się
gdzie pod śniegiem w pobliżu
Ale Głowacz, jakby odgadłszy te myśli, powtórzył:
- W takim razie znalazłby się na saniach przyodziewek, boć nie jechałaby na dwór jeno w
tych szatach, które na sobie miała.
Mimo tej słusznej uwagi pojechali jednakże pod wierzbę -ale ni pod nią, ni na staje
wokoło nie znaleźli nic. Juranda już byli zabrali ludzie książęcy do Niedzborza i wokół
było pusto zupełnie. Czech zauważył jeszcze, że pies, który biegł przy przewodniku i
który znalazł Juranda, byłby znalazł i panienkę. Wówczas Zbyszko odetchnął, nabrał bowiem
niemal pewności, że Danusia została w domu. Umiał nawet zdać sobie sprawę, dlaczego się
tak stało: oto Danusia widocznie wyznała wszystko ojcu, ów zaś, nie zgodziwszy się na
małżeństwo, umyślnie ostawił ją w domu, sam zaś przyjechał wytoczyć sprawę przed księcia
i szukać jego wstawiennictwa do biskupa. Na tę myśl Zbyszko nie mógł oprzeć się uczuciu
pewnej ulgi, a nawet i radości, gdyż zrozumiał, że wraz ze śmiercią Juranda znikły
wszelkie przeszkody. "Jurand nie chciał, ale Pan Jezus chciał - rzekł sobie młody rycerz
- i wola boska zawsze mocniejsza". Teraz jechać mu tylko do Spychowa i brać Danuśkę jak
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional