lektory on-line

Krzyżacy - Strona 257

pełgały czerwone światełka od ognia, długi, nieruchomy, pogrążon jakby w zachwycie, gdyż
i jemu ta biała dziewczyna z wiankiem nieśmiertelników na skroni wydała się jakby aniołem
widzianym na szybie w gotyckim tumie.
Lecz ksiądz postawił ją przy łożu Zbyszka i narzuciwszy im stułę na ręce, rozpoczął
zwykły obrządek. Księżnie spływały łzy jedna za drugą po poczciwej twarzy, lecz w duszy
nie czuła w tej chwili niepokoju, sądziła bowiem, że dobrze czyni, łącząc tych dwoje
cudnych i niewinnych dzieci. Pan de Lorche klęknął po raz wtóry i wsparty obiema rękoma
na rękojeści miecza, wyglądał zupełnie jak rycerz, który ma widzenie -tych zaś dwoje
powtarzało kolejno słowa księdza: "Ja... biorę... ciebie sobie..." - a do wtóru tym
słowom cichym i słodkim grały znów świerszcze w szparach komina i trzaskał ogień w
grabie. Po skończonym obrządku Danusia padła do nóg księżnie, która błogosławiła oboje, a
gdy wreszcie oddała ich w opiekę mocom niebieskim, rzekła:
- Radujcie się teraz, bo już ona twoja, a ty jej. Wówczas Zbyszko wyciągnął swe zdrowe
ramię do Danusi, ona zaś objęła go rączętami za szyję i przez chwilę słychać było, jak
powtarzali sobie z ustami przy ustach:
- Mojaś ty, Danuśko.
- Mój ty, Zbyszku.
Lecz zaraz potem Zbyszko zesłabł, gdyż za dużo było na jego siły wzruszeń - i zesunąwszy
się na poduszki, począł oddychać ciężko. Nie przyszło jednak nań omdlenie i nie przestał
się uśmiechać do Danusi, która obcierała mu twarz zroszoną zimnym potem, a nawet nie
przestał powtarzać jeszcze: "Mojaś ty, Danuśka" - na co ona pochylała za każdym razem swą
przetowłosą głowę. Widok ten wzruszył do reszty pana de Lorche, który oświadczył, że gdy
w żadnym kraju nie przygodziło mu się widzieć serc tak czułych, przeto poprzysięga
uroczyście, jako gotów jest potykać się pieszo lub konno z każdym rycerzem,
czarnoksiężnikiem lub smokiem, który by ich szczęśliwości śmiał stanąć na zawadzie. I
rzeczywiście poprzysiągł ową zapowiedź natychmiast na mającej kształt krzyżyka rękojeści
od mizerykordii, to jest małego miecza, który służył rycerzom do dobijania rannych.
Księżna i ojciec Wyszoniek wezwani byli na świadków tej przysięgi.
Lecz pani, nie rozumiejąc ślubu bez jakowegoś wesela, przyniosła wina - więc pili
następnie wino. Godziny nocy płynęły jedna za drugą. Zbyszko, przezwyciężywszy słabość,
przygarnął znów Danusię i rzekł:
- Skoro mi cię Pan Jezus oddał, nikt mi cię nie odbierze, ale mi żal, że wyjeżdżasz,
jagódko moja najmilsza.
- Do Ciechanowa z tatulem przyjedziem - odpowiedziała Danusia.
- Byle cię chorość jakaś nie napadła - albo co... Boże cię strzeż od złej przygody...
Musisz do Spychowa - wiem!... Hej!... Bogu najwyższemu i miłościwej pani dziękować, żeś
już moja-bo jużci co ślub, to tego moc ludzka nie odrobi.
Źe jednak ślub ten odbył się w nocy i tajemniczo, i że zaraz po nim miało nastąpić
rozstanie, więc chwilami jakiś dziwny smutek ogarniał nie tylko Zbyszka, ale i
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional