lektory on-line

Krzyżacy - Strona 209

gospodarki. Wprawdzie po jego śmierci wśród zawieruchy wojennej, jaką wzniecili Nałęcze i
Grzymalici, podupadły nieco drogi, lecz za Jadwigi po uspokojeniu Królestwa zawrzały znów
w rękach zabiegłego ludu łopaty po bagnach, siekiery po lasach i pod koniec jej życia
wszędzie już kupiec mógł między znaczniejszymi grodami prowadzić swoje ładowne wozy bez
obawy, iż mu się połamią wśród wybojów lub pogrzęzną w młakach. Zwierz chyba dziki lub
zbóje mogli wstręt czynić po drogach, lecz od zwierza były kaganki na noc, zaś kusze do
obrony w dzień, a zbójów, zawalidrogów mniej było niż w krajach ościennych. Zresztą, kto
jechał z pocztem i zbrojny, ten mógł się niczego nie obawiać.
Zbyszko też nie obawiał się zbójów ni zbrojnych rycerzy, a nawet i nie myślał o nich,
gdyż opadł go srogi niepokój - i duszą całą był na mazowieckim dworze. Zastanie-li
jeszcze swoją Danuśkę dwórką księżny, czyli też żoną jakiego mazowieckiego rycerza - sam
nie wiedział i od rana do nocy bił się z myślami nad tym pytaniem. Czasem wydawało mu się
to niepodobieństwem, by ona miała o nim zapomnieć - lecz chwilami przychodziło mu do
głowy, że może Jurand przybył na dwór ze Spychowa i wydał dziewkę za mąż za jakiego
sąsiada lub przyjaciela. Mówił on przecie jeszcze w Krakowie, że nie Zbyszkowi Danusia
pisana i że mu jej oddać nie może - więc widocznie przyrzekł ją komuś innemu, widocznie
był związan przysięgą, a teraz przysięgi dotrzymał. Zbyszkowi, gdy o tym myślał, zdało
się rzeczą pewną, że już nie ujrzy Danuśki dziewczyną. Wołał wówczas Sanderusa i znów go
badał, znów wypytywał, ale ów mącił coraz bardziej. Nieraz już, już przypominał sobie
dwórkę Jurandównę i jej wesele - a potem nagle wsadzał palec w usta, zamyślał się i
odpowiadał: "Chyba nie ta!" W winie, które mu miało jasność w głowie czynić, nie
odnajdował też Niemiec pamięci -i trzymał ciągle młodego rycerza między śmiertelną obawą
a nadzieją.
Jechał więc Zbyszko w trosce, zmartwieniu i niepewności. Po drodze nie myślał już wcale
ni o Bogdańcu, ni o Zgorzelicach, tylko o tym, co mu należy czynić. Przede wszystkim
należało jechać dowiedzieć się prawdy na mazowieckim dworze, jechał więc spiesznie,
zatrzymując się tylko na krótkie noclegi po dworach, gospodach i miastach, aby koni nie
zniszczyć. W Łęczycy kazał wywiesić znów deskę z wyzwaniem przed bramą, rozumując sobie w
duszy, że czy Danuśka jeszcze trwa w panieńskim stanie, czy za mąż wyszła, zawsze jest
panią jego serca i potykać się o nią powinien. Ale w Łęczycy nie bardzo kto umiał
wyzwanie przeczytać, ci zaś z rycerzy, którym odczytali je biegli w piśmie klerycy,
wzruszali ramionami, nie znając obcego obyczaju i mówiąc: "Głupi to jakiś jedzie, bo
jakże mu kto ma przyświadczyć albo się sprzeciwić, skoro onej dziewki na oczy nie
widział". A Zbyszko jechał dalej w coraz większym strapieniu i z coraz większym
pośpiechem. Nigdy on nie ustawał kochać swojej Danuśki, ale w Bogdańcu i w Zgorzelicach
"uradzając" prawie co dzień z Jagienką i patrząc na jej urodę, nie tak często o tamtej
myślał, a teraz dniem i nocą nie schodziła mu ni z oczu, ni z pamięci, ni z myśli. We
śnie nawet widywał ją przed sobą, przetowłosą, z lutnią w ręku, w czerwonych trzewikach i
z wianeczkiem na głowie. Wyciągała do niego ręce, a Jurand ją od niego odciągał. Rankiem,
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional