lektory on-line

Krzyżacy - Strona 298

Imię Ojca i Syna...
Po czym pochylił się, wdział na się wór, w którym były poprzecinane otwory na głowę i
ręce, następnie u szyi zawiesił na powrozie pochwę od miecza - i powlókł się przed bramę.
Nie zastał jej otwartej, ale teraz było mu już wszystko jedno, czy mu ją prędzej, czy
później otworzą. Zamek pogrążył się w milczeniu nocy, straże tylko obwoływały się kiedy
niekiedy po narożnikach. W wieży przybramnej świeciło wysoko jedno okienko, inne były
ciemne.
Godziny nocy płynęły jedna za drugą, na niebo wzbił się sierp księżyca i rozświecił
posępne mury zamku. Cisza uczyniła się taka, że Jurand mógłby słyszeć bicie własnego
serca. Ale on zdrętwiał i skamieniał całkiem, jakby z niego wyjęto duszę, i nie zdawał
już sobie sprawy z niczego. Została mu tylko jedna myśl, że przestał być rycerzem,
Jurandem ze Spychowa, ale czym jest-nie wiedział... Chwilami także majaczyło mu się coś,
że wśród nocy od tych wisielców, których z rana widział, idzie ku niemu cicho po śniegu
śmierć... Nagle drgnął i rozbudził się zupełnie:
- O Chryste miłościwy! co to jest?!
Z wysokiego okienka w przybramnej wieży ozwały się jakieś zaledwie z początku dosłyszalne
dźwięki lutni. Jurand, jadąc do Szczytna, był pewien, że nie ma Danusi w zamku, a jednak
ten głos lutni po nocy wzburzył w nim w jednej chwili serce. Wydało mu się, że on te
dźwięki zna i że to nie kto inny gra, tylko ona -jego dziecko! jego kochanie... Więc padł
na kolana, złożył ręce jak do modlitwy i dygocąc jak w gorączce, słuchał.
A wtem na wpół dziecinny i jakby niezmiernie stęskniony głos począł śpiewać:
Gdybym ci ja miała
Skrzydłeczka jak gąska,
Poleciałabym ja
Za Jaśkiem do Śląska.
Jurand chciał odezwać się, wykrzyknąć kochane imię, ale słowa uwięzły mu w gardle, jakby
je ścisnęła żelazna obręcz. Nagła fala bólu, łez, tęsknoty, niedoli wezbrała mu w
piersiach, więc rzucił się twarzą w śnieg i jął w uniesieniu wołać ku niebu w duszy jakby
w dziękczynnej modlitwie:
- O Jezu! dyć słyszę jeszcze dziecko! O Jezu!!... I szlochanie poczęło targać jego
olbrzymim ciałem. W górze tęskny głos śpiewał dalej wśród niezmąconej nocnej ciszy:
Usiadłabym ci ja
Na ślqskowskim plocie:
"Przypatrz się, Jasieńku,
Ubogiej sierocie... "
Rankiem gruby, brodaty knecht niemiecki począł kopać w biodro leżącego przy bramie
rycerza.
- Na nogi, psie!... Brama otwarta i komtur każe ci stanąć przed sobą.
Jurand zbudził się jakby ze snu. Nie chwycił knechta za gardło, nie skruszył go w
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional