lektory on-line

Krzyżacy - Strona 380

których, mając związane ręce, a przykrępowane do brzucha końskiego nogi, opędzać się nie
mógł. Giermek nie zadawał mu wprawdzie żadnych osobnych mąk, ale i litości nad nim nie
miał i uwalniał mu prawicę z więzów tylko na postojach przy jedle: "Jedz, wilcza mordo,
abym cię żywięcego panu na Spy-chowie mógł dowieźć!" Takie były słowa, którymi go do
posiłku zachęcał. Zygfrydowi przyszła wprawdzie z początku podróży myśl, by się głodem
zamorzyć, ale gdy usłyszał zapowiedź, że będą mu zęby nożem podważać i przemocą w gardło
lać, wolał ustąpić, aby do poniewierania swej godności zakonnej i czci rycerskiej nie
dopuścić.
A Czech chciał koniecznie znacznie przed "panami" przybyć do Spychowa, aby swoją
uwielbianą panienkę od wstydu uchronić. Prostym, ale roztropnym i nie pozbawionym uczuć
rycerskich szlachetką będąc, rozumiał to jednak doskonale, że byłoby w tym coś
upokarzającego dla Jagienki, gdyby znalazła się w Spychowie razem z Danusią. "Można
będzie w Płocku biskupowi powiedzieć - myślał - że staremu panu z Bogdańca z opiekuństwa
tak wypadło, że ją z sobą musiał brać, a potem niech się jeno rozgłosi, że ona pod
biskupią opieką i że prócz Zgorzelic jeszcze i po opacie dziedzictwo na nią idzie - to
choćby i woje-wodziński syn nie będzie dla niej za dużo". I ta myśl osładzała mu trudy
pochodów, bo zresztą trapił się myślą, że ta szczęsna nowina, którą do Spychowa wiezie,
będzie jednak dla panienki wyrokiem niedoli.
Często też stawała mu przed oczyma rumiana jak jabłuszko Sieciechówna. Naówczas, o ile
drogi pozwalały, łechtał boki konia ostrogami, albowiem tak pilno było mu do Spychowa.
Jechali błędnymi drogami, a raczej bezdrożem przez bór, wprost przed siebie jak sierpem
rzucił. Wiedział tylko Czech, że jadąc nieco ku zachodowi, a wciąż na południe, musi
dojechać na Mazowsze, a wówczas wszystko już będzie dobrze. W dzień kierował się słońcem,
a gdy pochód w noc się przeciągnął, gwiazdami. Puszcza przed nimi zdawała się nie mieć
granic ni końca. Płynęły im wśród mroków nocnych dni i noce. Nieraz myślał Hlawa, że nie
przewiezie młody rycerz żywej niewiasty przez to okropne bezludzie, gdzie znikąd pomocy,
znikąd żywności, gdzie nocami koni trzeba było strzec od wilków i niedźwiedzi, w dzień
ustępować z drogi stadom żubrów i turów, gdzie straszne odyńce ostrzyły krzywe kły o
korzenie sosen i gdzie często, kto nie przedział z kuszy albo nie przebódł dzidą cętko-
wanych boków jelonka lub warchlaka, ten całymi dniami jeść co nie miał.
"Jakże tu będzie - myślał Hlawa - jechać z taką niedomęczoną dziewką, która ostatnim
tchem goni!"
Przychodziło im raz po raz objeżdżać rozległe grzęzawy lub głębokie parowy, na których
dnie szumiały wzdęte wiosennymi dżdżami potoki. Nie brakło w puszczy i jezior, w których
widywali przy zachodzie słońca pławiące się w rumianych, wygładzonych wodach całe stada
łosiów lub jeleni. Czasem spostrzegali też dymy zwiastujące obecność ludzi. Kilkakrotnie
Hlawa zbliżał się ku takim borowym osadom, ale wysypywał się z nich na spotkanie lud
dziki, przybrany w skóry na gołym ciele, zbrojny w kiścienie i łuki, a patrzący tak
złowrogo spod poskręcanych przez kołtun czupryn, że trzeba było korzystać co duchu z
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional