lektory on-line

Krzyżacy - Strona 412

i nie straciła czasu. Na jej prośbę dała księżna list do mistrza, a prócz tego wymogła,
że nadmienił o tym i kom-tur toruński von Wenden w piśmie, w którym zdawał sprawę z tego,
co w Płocku się dzieje. Chwalił się on sam przed księżną, iż dopisał, że: "chcąc króla
udobruchać, nie można mu w tej sprawie czynić trudności". A mistrzowi chodziło wielce w
tej chwili o to, aby jak najbardziej potężnego władcę udobruchać i z całkowitym
bezpieczeństwem obrócić wszystkie siły na Witolda, z którym Zakon istotnie nie umiał
sobie dotychczas dać rady.
- I tak, com mogła, tom wskórała, bacząc, aby zaś nie było mitręgi - kończyła Jagienka -
a że król, nie chcąc siostrze w wielkich sprawach ustąpić, będzie się pewnie starał
wygodzić jej choć w mniejszych, przeto mam jako najlepszą nadzieję.
- Źeby nie z tak zdradliwymi ludźmi sprawa - odpowiedział Zbyszko - tobym po prostu
odwiózł okup i na tym by się skończyło, z nimi wszelako może się przygodzić, jako się
Tolimie przygodziło, że i pieniądze zagrabią, i temu, co je przywiózł, nie przepuszczą,
jeśli za nim jakowaś potęga nie stoi.
- Rozumiem - odrzekła Jagienka.
- Wy teraz wszystko rozumiecie - zauważył Zbyszko - i pókim żyw, wdzięczen wam będę.
A ona, podniósłszy na niego swe smutne i dobre oczy, zapytała:
- Czemu zaś nie mówisz mi: ty, jako znajomce od małego.
- Nie wiem - odpowiedział szczerze. - Coś mi niełacno... i wyście już nie ten dawny
skrzat, jakości e bywali, jeno... niby... coś całkiem...
I nie umiał znaleźć porównania, ale ona przerwała mu wysiłek i rzekła:
- Bo mi kilka roków przybyło... A Niemce i mnie rodzica na Śląsku zabiły.
- Prawda! - odrzekł Zbyszko. - Daj mu Boże światłość wiekuistą.
Czas jakiś jechali cicho obok siebie, zamyśleni i jakby zasłuchani w nieszporny szum
sosen, po czym ona spytała znowu:
- A po wykupie Maćka ostaniecie w tych stronach? Zbyszko spojrzał na nią jakby ze
zdziwieniem, gdyż dotąd oddany był tak wyłącznie żalowi i smutkom, że ani do głowy nie
przyszło mu pomyśleć o tym, co będzie później. Więc podniósł oczy w górę, jakby się
namyślając, a po chwili odrzekł:
- Nie wiem! Chryste miłosierny! skądże mam wiedzieć? To jeno wiem, że gdzie powędruję,
tam i dola moja pójdzie za mną. Hej! ciężka dola!... Stryja wykupię, a potem chyba do
Witolda pójdę, ślubów przeciw Krzyżakom dopełnić - i może zginę.
A na to zamgliły się oczy dziewczyny i pochyliwszy się nieco ku młodziankowi, zaczęła
mówić z cicha, jakby z prośbą:
- Nie giń, nie giń!
I znów przestali rozmawiać, aż dopiero pod samymi murami miasta Zbyszko otrząsnął się z
myśli, które go gryzły, i rzekł:
- A wy... a ty - ostaniesz tu przy dworze?
- Nie - odpowiedziała. - Cni mi się bez braci i bez Zgorzelic. Cztan i Wilk musieli się
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional