lektory on-line

Krzyżacy - Strona 313

Starzec jakby uderzony dźwiękiem jego głosu uspokoił się i skinął głową.
- A nie szukaliście tam dziecka?...
Głuchy jęk był jedyną odpowiedzią na to pytanie.
Wówczas Hlawa przybladł nieco, chwilę jeszcze wpatrywał się swym rysim wzrokiem w rysy
starca, po czym rzekł z wolna i dobitnie:
- To wyście Jurand ze Spychowa!
- Jurand! - zakrzyknął Maćko.
Lecz Jurand zachwiał się w tej chwili i omdlał. Przebyte męki, brak pożywienia, trudy
podróży obaliły go z nóg. Oto dziesiąty już dzień upływał, jak szedł tak omackiem,
błądząc i szukając przed sobą kijem drogi, o głodzie, w utrudzeniu i niepewności, dokąd
idzie. Nie mogąc pytać o drogę, w dzień kierował się tylko ciepłem promieni słonecznych,
noce spędzał w rowach przy gościńcu. Gdy zdarzyło mu się przechodzić przez wieś, osadę
lub gdy spotykał ludzi naprzeciw idących, dłonią i głosem żebrał jałmużny, lecz rzadko
kiedy wspomogła go litościwa ręka, powszechnie bowiem brano go za zbrodniarza, którego
dosięgła pomsta prawa i sprawiedliwości. Od dwóch dni żywił się korą drzewną i liśćmi i
już był zwątpił, czy trafi kiedykolwiek na Mazowsze - aż tu nagle otoczyły go litościwe
swojackie serca i swojskie głosy, z których jeden przypomniał mu słodki głos córki - a
gdy w końcu wymieniono jeszcze i jego imię, przebrała się wreszcie miara wzruszeń, serce
ścisnęło mu się w piersi, myśli zakręciły się wichrem w głowie i byłby zwalił się twarzą
w proch gościńca, gdyby nie podtrzymały go krzepkie ramiona Czecha.
Maćko zeskoczył z konia, po czym obaj wzięli go, ponieśli ku taborkowi, a następnie
ułożyli na wymoszczonym sianem wozie. Tam Jagienka z Sieciechówną, ocuciwszy go,
nakarmiły i napoiły winem, przy czym Jagienka, widząc, że nie może utrzymać kubka, sama
podawała mu napój. Zaraz potem chwycił go nieprzeparty kamienny sen, z którego dopiero na
trzeci dzień miał się rozbudzić.
Oni zaś złożyli tymczasem prędką doraźną naradę.
- Krótko rzekę - ozwała się Jagienka. - Nie do Szczytna teraz jechać, ale do Spychowa, by
go w przezpiecznym miejscu między swoimi we wszelakim starunku zostawić.
- Obacz, jak się to rządzisz! - odpowiedział Maćko. - Do Spychowa trzeba go odesłać, ale
niekoniecznie mamy wszyscy jechać, bo z nim może jeden wóz pójść.
- Nie rządzę ja się, jeno tak mniemam, że siła możemy się od niego i o Zbyszku, i o
Danuśce dowiedzieć.
- A po jakiemu będziesz z nim gadać, kiedy języka nie ma?
- A któż jak nie on pokazał wam, że nie ma? Widzicie, że i bez gadania dowiedzieliśmy się
wszystkiego, czego nam było trzeba, a cóż dopiero, gdy się do jego pokazywania głową i
rękoma wezwyczaim! Spytacie go na ten przykład, czy wracał Zbyszko z Malborga do
Szczytna, to jużci albo skinie głową, albo zaprzeczy. I to samo o innych rzeczach.
- Prawda jest! - zawołał Czech.
- Nie sprzeczam się i ja też, że prawda - rzekł Maćko - i sam takową myśl miałem, jeno u
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional